Przyznam, że bałam się mojej, ale i dziecięcej reakcji na tę książkę. Znałam ją jedynie ze zdawkowego opisu, po którym w głowie zostało jedynie wspomnienie nieposkromionej złości i czerni. Ciekawość okazała się silniejsza; gdy znalazłam ją na półce biblioteki, natychmiast postanowiłam zabrać do domu. Najpierw zgłębiłam sama i przegryzałam kilka dni. Nie jest łatwa, jednak w subtelny sposób porusza istotny problem. Zdecydowanie pewna, iż tego chcę, przeczytałam ją więc dziecku. Okazało się, że jak zwykle dzieci często rozumieją znacznie więcej, niż nam się wydaje! Jest to lektura ważna, a prosta w formie. Nie tylko jest to sprawą słów, ale i ilustracji, pulsujących lekkością, ciężarem, ale i natężeniem barw, doskonale wkomponowujących się w narrację. To opowieść o trudzie radzenia sobie z ogromnym, przerastającym człowieka smutkiem. Tym bardziej, że jest nim mała dziewczynka! Nie potrafi ona pogodzić się z nagłą śmiercią ...