Przejdź do głównej zawartości

"Krabat", Otfried Preussler; ilustracje: Katarzyna Bajerowicz

     Baśnie to naturalna, wzmacniająca szczepionka przeciw zniechęceniu i złu; "Krabat" aplikuje mocną jej dawkę. Przenosimy się nim do końca XVII-tego wieku, kiedy to według legendy na Łużycach stał młyn inny od wielu okolicznych - niebezpieczny, bo rządzony mroczną,
wrogą magią. Trafił do niego czternastoletni sierota Krabat, wołany w snach magnetyczną, bezkompromisową siłą. Z początku to dla chłopca-włóczęgi miejsce z własnym łóżkiem i pewnością obfitych posiłków, obowiązkiem ciężkiej pracy we młynie. Z czasem odkrywa, że stary budynek na odludziu jest więzieniem, w którym nie można czuć się bezpiecznie, zasnutym mroczną tajemnicą. Rozgryza ją stopniowo, choć nie jest to ani przyjemne, ani łatwe - zarówno mistrz, jak i czeladnicy niechętnie cokolwiek wyjaśniają.
     Dobry, niewinny nastolatek zostaje wciągnięty do służby czarnoksiężnikowi, który nigdy się nie uśmiecha, za to żąda od uczniów bezwzględnego posłuszeństwa, zakazuje im życzliwych relacji. Stopniowo wprowadza chłopców w tajniki magii, zawsze niestety czarnej, pozbawionej przyjaznych gestów. Można dzięki niej oszukać kupca na jarmarku, przynieść rolnikom klęskę pogodową, poszczuć przybłędów niewidzialnymi psami... Inicjacja Krabata jest nasycona strachem oraz samotnością, a że rośnie świadomość nieustannego ocierania się chłopca o to, co mroczne, wkrótce jego praca we młynie przeistacza się w uważne gromadzenie umiejętności do walki ze złem. Dojrzały wybór jasnej, naturalnej mocy będzie prawdziwie baśniowym, pięknym zwycięstwem.
     Preussler mistrzowsko buduje tu mroczny klimat. Czytelnik zanurza się w nim powoli, stopniowo, konsekwentnie. Ważne są tu nie tylko zdarzenia, ale i emocje bohaterów, narastające między nimi napięcia. Przejrzystość fabuły staje się tu poważnym atutem, który nie mąci zanurzania się w wybór pomiędzy dobrem a złem. Jest w niej przestrzeń dla bólu, przyjaźni, rozczarowań, miłości, wewnętrznego konfliktu... Prawdziwych uczuć, emocji, bohaterów, w których się wierzy i z którymi się cierpi. Wiele tu dialogów, dużo też zajmujących, niedzisiejszych już opisów; język wrażliwy i staranny, taki, który po prostu dobrze się czyta.
     Podział na tytułowane rozdziały pozwala na oderwanie się od skupienia, oddech w lekturze. Przykuwają też do niej magnetyczne ilustracje Katarzyny Bajerowicz - czarno-białe, nienachalne, przesycone mroczną tajemnicą i wrażliwością. Każdemu z tytułów podrozdziałów towarzyszą kruki w różnych pozach (czeladnicy mrocznego młyna potrafili się w nie przemienić), trzy rozdziały porządkują akcję według lat jej trwania, otwierają je więc misternie kreskowane grafiki.
     Preusslera pokochaliśmy od czasu spotkań z innymi książkami: "Rozbójnik Hotzenplotz", "Przygody Małego Wodnika", "Malutka czarownica", "Mały duszek"; "Krabat" miłość podsycił;)
     Ilustracjami Katarzyny Bajerowicz delektować się można m.in. w: "Bajkach przez telefon" Gianniego Rodariego, autorskim "Opowiem ci, mamo, co robią mrówki" i "Opowiem ci, mamo, co robią żaby", "Ciekawe, co będzie jutro?" Renaty Piątkowskiej... Blog autorki tutaj - klik:)


wydawnictwo: Bona
tłumaczenie: Janina Zeltzer i Krzysztof Radziwiłł
rok wydania: 2011
format: 145 x 205 mm
ilość stron: 350
cena: około 28 zł
oprawa: miękka

Komentarze

  1. Chciałam to przeczytać jako nastolatka. Było nieosiągalne (w bibliotece). Dzięki za przypomnienie tytułu, sięgnę teraz ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pamiętam w jakim wieku jest Twoja córka, ale po wszystko Preusslera waaarto sięgnąć:) Pięknej lektury!

      Usuń

Prześlij komentarz

Warto i te przeczytać!

"Malutka czarownica", Otfried Preussler; ilustracje: Danuta Konwicka

Malutka czarownica ma zaledwie 127 lat, na długowieczną wiedźmę to bardzo mało. Jak dziecko lubi się dobrze bawić, czasem się popisuje; marzy o tym, by inne czarownice traktowały ją jak dorosłą, szczególnie zaś chciałaby uczestniczyć w

"Naciśnij mnie", Hervé Tullet

Zaintrygować i wciągnąć maluchy do niekończącej się, autentycznej zabawy nie zawsze jest łatwo, Tullet (jego strona tutaj ) to potrafi. Swój nietypowy, a udany koncept oparł na dobrej znajomości dziecięcej natury- ciekawości świata, prostocie, uśmiechu.

"Domino i Muki. Po drugiej stronie czasu", Zofia Stanecka; ilustracje: Daniel de Latour

Zmartwienie może się jeszcze przemienić w radość, a pech okazać wielkim fartem - bywa, że potrzeba do tego cierpliwości, czasem po prostu zmiany perspektywy. Dwójka młodych warszawiaków (Domino i Muki) przedostaje się do średniowiecznego Gniezna wehikułem czasu;