Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

26 kwietnia, 2012

"Bajki przez telefon", Gianni Rodari; ilustracje: Katarzyna Bajerowicz

     Pogodne dzieciństwo pachnie przekonaniem o swej wyjątkowości, beztroską, ciepłem bliskich. Kiedyś wyczarowywały mi je czytane i opowiadane historie, teraz zabarwiam nimi myśli własnych dzieci, grzeję ich sny, objaśniam świat. Wspólny czas jest bezcenny! Choć komiwojażer - pan
Bianchi - wieczorami pracuje, głos taty, snującego przez telefon bajkę niezmiennie zapewnia córkę o jego bliskości, tuli do snu, składa delikatny buziak na policzku. A snute przez niego opowieści? Ich mozaika jest różnorodna - czasem radosne, innym razem zamyślone, zaskakujące, filozoficzne... Pięknie wymyślone! Mienią się bujnością fantazji Rodariego, zatłoczoną magią, przedziwnymi miejscami, niezwykłymi przedmiotami, oryginalnymi postaciami... Łączą subtelny uśmiech z łagodnym urokiem nietuzinkowych przygód. Ich galeria tryska dziecięcymi fascynacjami - który dzieciak nie pragnął przecież kręcić się na karuzeli wśród gwiazd, sycić się do woli landrynkowym deszczem, odkrywać nieobecne na mapie kraje?... Rzeczy osobliwe zaplątane są w naszą codzienność, podsycają więc kilkuletnią wyobraźnię, karmią jej tęsknoty, bawią, zapraszając do pozostania na dłużej. Trudno przejść obojętnie obok rozpostartej przez nie urokliwej kładki!
     Tekst natychmiast porywa czarownością. Lepią go krótkie (jedno, dwu, najwyżej czterostronicowe) opowieści, przypominające anegdoty. Każda z jego przedziwnych podróży (aż 62!) w labiryncie wyobraźni przechowuje prostotę i ciepło. Nie dzieją się w nim niepokojące rzeczy; wiele intryguje lub zachwyca, daje powody do uśmiechu, pobudza wyobraźnię... Przede wszystkim pomaga odprężyć się, oderwać od codzienności, przeżyć niezapomniane przygody; smakując je, gubiliśmy więc domowy rytm, czysta radość czytania przysłoniła realny czas. Warto było się zatracić! Lekki uśmiech nie gasnął, sny przedziwniej się snuły. Słuchanie bajek rozwija wyobraźnię, trzeba bowiem włożyć wysiłek, skupić się, by zobaczyć ich świat; to wspaniały sposób na podtrzymanie naturalnej dziecięcej skłonności do fantazjowania.
     Nie ma tu wielu ilustracji, a te, rozsiane między stronami subtelnie wtopiły się w tekst. Akwarelowym rozoostrzeniem kształtów Katarzyna Bajerowicz (jej blog tutaj) doprawiła go odrobiną lirycznego zamyślenia, słodko zaspanymi barwami, lekkością prostoty. Uwypuklają spokój i niedopowiedzenie, sprzyjające dopełnianiu świata owocami zaczarowanej wyobraźni.
      Dzięki historiom pana Bianchi wracamy więc do cowieczornego rytuału opowiadania własnych, odrealnionych historii, wyciszamy całodzienne emocje; może zainspirują one i innych rodziców do snucia bajek? Wyobraźnia to skarb - wrażliwość, początek wszelakiego tworzenia, pomaga m.in. stawić czoła rozmaitym wyzwaniom, znajdywać nowe rozwiązania w kłopotach... Chcemy, by nasze dzieci radziły sobie w świecie, czytajmy im więc absurdalne, wyzwalające uśmiech teksty;))
 
Wydawnictwo: Bona
Rok wydania: 2012
Format: 145x205 mm
Ilość stron: 208
Cena: około 35 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...