Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

26 kwietnia, 2011

"Pamiętnik grzecznego psa", Wojciech Cesarz, Katarzyna Terechowicz; ilustracje: Joanna Rusinek

      Ludzkie i psie priorytety oraz pojęcie czworonożnej grzeczności są diametralnie różne! Psa, a już szczególnie szczeniaka, rozsadza gejzer niehamowanej energii, szuka więc wokół okazji do nowych, niepowtarzalnych zabaw. Bezczynność nie leży w jego naturze - to żywe, myślące stworzenie, potrzebujące zarówno jedzenia, troski, jak i ruchu oraz wrażeń. Czy można mieć do niego pretensje o wyjedzenie smaczniejszej części zawartości otwartej lodówki, ściganie się z koniem z pastwiska zamiast leniwej monotonii żeglugi, wybicie balkonowej szyby, gdy za nią bez jego udziału życie przyspiesza?... Zdecydowanie szczeniak Winter kocha ruch i działanie, a życie z nim obfituje w ogrom emocji! To radosny indywidualista, dominator skory do zabaw; ma własne zdanie. Płynie w nim krew pięknego malamuta, co jest równoznaczne z wielkim ciężarem, niezwykłą siłą i ogromnym potencjałem energii, które codziennie trzeba rozładować. Nudzą go mowy właścicieli na temat grzeczności - na swój psi sposób taki jest! Ludzie po prostu czasem są dziwni - zbyt nerwowi, z małym poczuciem humoru, nie zawsze umiejący się bawić.
     Nasuwający się po lekturze najjaskrawszy wniosek krzyczy: "Pies to kłopoty, często nawet ogromne!!!". Nie odstraszy on jednak czytelników od marzenia o dzieleniu życia z kudłatym czworonogiem. Od pierwszych słów książki nie da się odmówić Winterowi sympatii! To on jest narratorem, to z jego psiej perspektywy odsłania się opisywany świat, nie może więc dziwić, komu jest on podporządkowany- to dla niego szykują smakowitą pieczeń czy organizują wycieczki! Robi, na co tylko ma ochotę, nieustannie wypatrując okazji do szalenie radosnych zabaw, przy okazji niechcący wyrządzając mnóstwo szkód. Nie rozumie ich często, nie wpływają bowiem na komfort jego życia. Perypetie rodziny Henryka, Hanki, Alka, Julki i oczywiście najważniejszego - Wintera z pełnią humoru traktują o opiekunach czworonoga, którzy jeszcze wiele będą musieli się nauczyć. Ich przejaskrawione, wyraziste portrety są wyraźnym dowodem na niewinność szczeniaka oraz to, kto kogo wychowuje. Łatwo zauważyć, iż rewolucjonista - Winter traktuje ich z miłością, ale i z przymrużeniem oka; stąd kłopoty! A oni? Decydują się na kolejne, przygarniając drugiego czworonoga: z nimi przecież nie tylko problemy, ale i niezaprzeczalny wdzięk, radość wspólnych chwil - skarb!
     Krótkim rozdziałom tej śmiesznej, ale i mądrej lektury towarzyszy zabawny ton; jego język jest inteligentny, a zarazem lekki. Wydarzenia płyną wartko, szybko też się o nich czyta. Każde z nich poprzetykane jest ilustracją Joanny Rusinek - lekką, pozbawioną troski o detal, oszczędną w kolorystyce, wymowną w mimice i gestach portretowanych. Bezbłędnie wychwytują sedno każdego z rozdziałów, utrzymując niebywały humor, prostotę spostrzeżeń i dynamizm książki. Każda jej strona to niepowtarzalna zabawa zarówno dla małych, jak i dużych czytelników;)
Wydawnictwo: Literatura
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 202
Cena: około 21 zł

21 kwietnia, 2011

"Aksamitny Królik", Margery Williams; ilustracje: William Nicholson

      Pewnie każdy z nas marzył kiedyś o podglądaniu życia zabawek, podsłuchiwaniu ich rozmów, później przechodził rozczarowanie faktem, że mimo podstępnych prób nie udało się dostąpić tajemnicy. Wielu też w mniejszym lub większym gąszczu zabawek miało tę jedną jedyną - najbardziej

19 kwietnia, 2011

"Przygody Hektora", Piotr Rowicki

      Znam mnóstwo dzieciaków, które w różnych okresach życia przechodziły fascynację dinozaurami, z ciekawością o nich czytając, ze zdziwieniem oglądając monstrualne szkielety w muzeach... W "Przygodach Hektora" natrafialiśmy na stegozaury, tyranozaury, czy brachiozaury, ale nie jest to książeczka jedynie dla ich miłośników- role są w niej odwrócone: dinozaury żyją w późnej epoce mezozoiku, a ostatnie egzemplarze  homines sapientes oglądają ze zdziwieniem już tylko w klatkach ZOO. Umieszczono ich tam z troski o przetrwanie gatunku, w innym razie umarliby z głodu. W porównaniu do  ludzi, gady te znajdują się na wyższym poziomie kultury i rozwoju choćby dlatego, że sprawiedliwie między siebie dzielą obowiązki (np. cała rodzina wysiaduje jaja ). Ich świat przypomina nasz ludzki- dinozety opisują rzeczywistość, na drogach panują dinokorki, płaci się główkami sałaty, listozaur dostarcza korespondencję... W wielu nazwach dotyczących życia codziennego króluje dopracowany z niebywałą precyzją misterny detal- urokliwy językowy neologizm związany z codziennym życiem dinozaurów. Zachwycił nas. Tytułowy Hektor Jurajski jest jak chłopiec- ciekawski, skory do zabaw, a leniwy, gdy trzeba zajmować się nudnym sprzątaniem jaskini; zamiast się uczyć, woli z kolegami kopać kapustę, chce mieć zwierzątko, zadaje pytania, nie zawsze słucha... 
     Spisane w siedmiu rozdziałach perypetie jego sympatycznej trzyosobowej rodziny to zabawne sytuacje i niezapomniana czytelnicza zabawa. Akcja płynie w nich niezwykle szybko, a skonstruowana została głównie z dialogów. Język Piotra Rowickiego czyta się lekko- jest ładny, inteligentny, obfitujący nieustannie w wykopaliska niezwykłego dowcipu. Słowom na każdej ze stron towarzyszą proste w formie ilustracje Dymitra Kuźmienko- utrzymane w pomarańczowo- zielonej kolorystyce, wymowne, czasem śmieszne.  Warto kliknąć tu, by podglądnąć inne prace tego artysty. Świetna zabawa (z językiem, sytuacjami, ilustracjami ) i mnóstwo śmiechu dla małych oraz dużych to coś, co najtrafniej charakteryzuje tą książkę. Jej namiastkę można przeczytać tutaj.
Wydawnictwo: AMEA
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 66
Cena: około 19 zł

18 kwietnia, 2011

"Wiosna w Bullerbyn", Astrid Lindgren; ilustracje: Ilon Wikland

 
      Wiosna w Bullerbyn przynosi wybuch świeżych zapasów niegasnącej radości! To nie tylko barwny tryumf kwiatowych kobierców, ale i rozkwit pomysłów na zabawy, jakich tam jeszcze nie było - chodzenie płotem zamiast drogą, konkurs dziecięcej odwagi, wieczorne tańce wokół ogniska...

17 kwietnia, 2011

"Tydzień Konstancji", Olga Masiuk

     Czy z niewidomym można rozmawiać o kolorach? "Tydzień Konstancji" udowadnia, że tak! Tytułowa bohaterka jest dziewczynką pełną zauroczenia światem, na którym według niej jest mnóstwo do lubienia. Wszystko ją na nim ciekawi, mnóstwo cieszy, chciałaby więc tego spróbować. Z powodu "zepsutych oczu" ma do rzeczywistości ograniczony dostęp, barwy opisują jej więc w sposób oryginalny i ciekawy najbliżsi. Nie zawsze jednak łatwo ich słowa spamiętać... Kolor złoty lubi najbardziej; każdy z nich pachnie. Zapachem przesycone jest właściwie wszystko- osoby, przedmioty, dni... To rozgadana narratorka książki, więc morzem słów opowiada w niej o ośmiu dobach własnego życia; nie następują one po sobie, są momentami, które w jakiś szczególny sposób utkwiły jej w głowie. Swoją historię zaczyna od soboty, która pachnie szarlotką i babcią; poniedziałek nielubianym porannym wstawaniem, czwartek- papkowatym ryżem ze szkolnej stołówki...
     Kosti ma też wrażliwszy słuch- wyłapuje strzępy rozmów i skrzętnie przechowuje je w swojej pamięci. Z nich właśnie lepi swoje ciepłe historie, wędrując od nich często i do innych chwil. Są zwyczajne, jednak jej spojrzenie pełne radości z rzeczy małych i prostych  dodają im czaru. Lubi nazywanie, zabawy słowami oraz życie, toteż język, którym mówi o nim przepełniony jest pozytywną energią, a opowieść lekko płynie. Pyta o otaczającą rzeczywistość, a dzięki kochającym ją bliskim oprócz słów doświadcza jej empirycznie- dotyka morza, słucha koncertu, jest mokra w Lany Poniedziałek... Otaczających ją ludzi wypełnia szczera radość i ciepło. Dzięki nim każdy tydzień życia Konstancji jest piękny, pełen wrażeń i bezpieczny.
     Nie określiłabym raczej tej opowieści jako historii o kalectwie, bardziej chyba traktuje ona na temat miłości bliskich, fascynacji życiem, ogromnej chęci poznawania ułamków najbliższego świata. Przed dziewczynką, jak i przed każdym z nas, jest w nim wiele ciemnych, nieznanych plam do odkrycia; czasem zarysowują się tylko cienie... Dosłownym odzwierciedleniem tej myśli są wymowne czarno- białe rysunki Ewy Stiasny ukryte na każdej z kartek.
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Rok wydania: 2008
Ilość stron: 134
Cena: około 20 zł

15 kwietnia, 2011

"Szaleńczaki", Jerzy Niemczuk

      Szaleńczaki to sympatyczna trójka istotek o nieco dziwnym wyglądzie, odmiennym stylu bycia i nietypowym myśleniu. Każdy z nich jest innym, mocno zarysowanym charakterem, a łączą ich optymizm, bujna wyobraźnia, delikatność i miłość. Potrafią w niezwykły sposób cieszyć się tym, co posiadają, a mają niewiele- kilka zarobionych przez Papla monet i śmietnikowe znaleziska. Rządząca domem Mamla jest nieco gderliwą realistką i wiecznie zabieganą gospodynią domową; prostuje to, co jej mąż skomplikował, sprowadza go na ziemię. Przepełniają ją obawy i lęki, jednak w trudnych sytuacjach zapomina o nich. Nic dziwnego- Papel to często przemądrzały marzyciel i wynalazca; pracuje reklamując na ulicach rzepę, myśli jednak o lepszym życiu pełnym sławy, posiada w sobie ogrom radości i dar zadziwienia światem. Oboje są często nieporadni jak dzieci; to ich córka Papla mimo młodego wieku i ciągłego uczenia się życia jest kimś, kto myśli najbardziej typowo. Pewnie i ona z czasem się zmieni, bowiem z takimi rodzicami nieustannie jest wesoło, a dni nie przypominają poprzednich. Może właśnie do ich stanu myślenia musi dorosnąć?
     Historia Szaleńczaków to zabawna opowieść, która jak ich pogoda ducha nie ma końca; została zamknięta na kartach dwudziestu krótkich rozdziałów. Jeden z nich można przeczytać tutaj. Często są one oparte na grze językowej z jakimś przeinaczonym lub źle odebranym powiedzeniem czy słowem. Prosta rzeczywistość zostaje wtedy w abstrakcyjny sposób poplątana. Oryginalne pomysły trójki z małej stacyjki kierują się w stronę, o której czytelnik by nawet nie pomyślał. Mogliby zostać mistrzami twórczego myślenia! Treść opiera się głównie na niezapomnianych dowcipem wartkich dialogach; może stąd właśnie imiona bohaterów (Mamla, Papel, Papla ),  którzy bardzo dużo mówią. Rozwijająca się w ich domu akcja płynie dynamicznie, mało w niej narracji. Podtrzymują ją świetne czarno- białe ilustracje Juliana Bohdanowicza- humor i kwintesencja danego rozdziału. To niezapomniana zabawa zarówno dla dzieciaków jak i rodziców oraz mnóstwo wybuchów śmiechu; lektura lekka i pogodna. Uwaga: może zarażać abstrakcyjną logiką myślenia i niepowtarzalnym poczuciem humoru! Na szczęście te bardzo przydają się w życiu...
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 1999 i 2005
Ilość stron: 106
Cena: około 25 zł

13 kwietnia, 2011

"Kto z was chciałby rozweselić pechowego nosorożca?", Leszek Kołakowski

    Czy chęć zmiany samego siebie jest złą skłonnością? Wydawałoby się, że nie- przecież ochota na samodoskonalenie wpływa na nas pozytywnie, mobilizując, zabijając stagnację i nudę, wnosząc twórczy postęp... Każda przesada jest jednak skażona pomyłką! Tytułowy zakompleksiony nosorożec od dawna smutkiem zatruwał każdy ze swych dni- frasował się, często wzdychał, nie potrafił bowiem... Latać! Chciał być kimś innym niż został stworzony; cieszyło go to, że przyjaciel wróbel nazwał go  chociaż "pechowcem"- to przecież ktoś inny od nosorożca! Starał się usilnie zmienić rzeczywistość. Ponure myśli na tyle dokuczliwie układały się w jego głowie, że swym ciężarem zatruwały aktualne chwile. Nie potrafił docenić tego, co miał!
     Spisana przez profesora Kołakowskiego baśń to gloryfikacja rzeczywistości zastanej, drogowskaz do radości mającej swe źródło w czerpaniu z tego, co się ma. Pokazuje, że warto zaakceptować i polubić siebie; prócz nas samych nikt jednak nam w tym nie pomoże- nie zrobili tego też i znajomi, a nawet przyjaciel nosorożca. Warto też myśleć twórczo, wychodzić poza rutynowe schematy. Mimo zamknięcia tej garści przemyśleń w prostej formie, jest ona na tyle uniwersalna, że tworzy opowieść zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Bywa, że tęsknota za czymś nierealnym zagłusza piękno, które może niezauważone czeka na nas blisko...
     Nastrój opowieści przypomina z początku życie bohatera, płynąc powoli i smutno, by na końcu przepełnić się dynamiczną pozytywną energią. Jest ona wskazaniem alternatywy dla źródła uśmiechu nosorożca. Spisana została bardzo charakterystycznym, ciekawym językiem- obfitującym w niezwykle przejrzyste tasiemcowate zdania. Narrator łatwo nawiązuje nim kontakt z kilkulatkiem, dba o podtrzymanie go formą pytań do dzieci- Agnieszki, Tadzia, Justyny; nasz mały filozof kierował je do siebie, chętnie rozmawiał z tekstem, wychodząc poza niego. Otwiera on bowiem strumień rozmów na temat smutku, samotności, wstydu, przyjaźni, złości... Ciekawość lektury podtrzymuje również różnorodność kolorów i rozmiarów czcionki, udowadniając tym samym, iż nawet tak zwykłą narzuconą rzeczywistością można się bawić. Także i tekst na różne sposoby został wkomponowany w obecne na każdej ze stron ilustracje Doroty Łoskot- Cichockiej. Są sugestywne, zabawne, przejrzyste, niekrzyczące i proste. Jej sposób obrazowania można podglądnąć tutaj.
Wydawnictwo: Muchomor
Rok wydania: 2005
Ilość stron: 40
Cena: około 25 zł

11 kwietnia, 2011

"Lądowanie rinowirusów. Przeziębienie", Wojciech Feleszko

     Pewnie niejeden rodzic choć raz przeżywał męki podczas podawania dziecku niesmacznego syropu, niemiłego nawilżania sprayem nosa czy wyczekiwania końca chwili mierzenia temperatury. Jak najskuteczniej oswoić malucha z lekarzem i jego sposobami zwalczenia choroby? Wydaje mi się, że tłumacząc to, co się dzieje z chorym oraz objaśniając zbawienny na jego samopoczucie wpływ lekarstw. Świetną pomocą jest tu książka lekarza Wojciecha Feleszki- garść medycznych informacji na temat wirusów, bakterii oraz działania leków, zaplątanych w historię przeziębienia przedszkolaka Kajtka. Dynamiczna akcja rozwija się w niej na dwóch poziomach- w zrozumiałym dla dziecka- przedszkolu i domu chłopca oraz nieco mniej jasnym- jego organizmie. Wszystko zaczyna się niewinnie- od zabawy klockami z kolegą Jasiem; gdy ten kichnie, czatujące w kropli kataru wirusy zaatakują kolejny nos. To początek walki, którą jak w baśni- zakończy zwycięstwo zdrowia. Stanie się tak dzięki cierpliwym objaśnieniom pogodnego doktora Orzeszko, jego recepcie oraz posłusznym zastosowaniu się do niej Kajtka. Bohaterami bitwy są oddziały groźnego Rinowirusa oraz armia Limfocyta. Trudne nawet i dla nas- dorosłych nazwy zostają tu oswojone właśnie przez przystępną dla maluchów formę- przygodę, dowcip, detal, język oraz ilustracje. Wybuchom śmiechu małych czytelników sprzyjają sytuacje oraz słownictwo (np. syrop smakuje "starymi oponami" ), jak i również zamknięty na każdej ze stron obraz. Ilustracje Ignacego Czwartosa są barwne, sugestywne, dynamiczne i bogate w detal; doskonale oddają walkę wirusów i bakterii uzbrojonych w odkurzacze, miecze, dzwonki, współgrając z treścią. Niepozorne szczegóły wartkiej opowieści mają w sobie ważny dla maluchów posmak tego, co lubią- doktor jeździ na domowe wizyty skuterem, Kajtek opiekuje się szczurem Maurycym i uwielbia skakać po kałużach. Bohaterowie dają się lubić. To, do czego każdy chory powinien zastosować się, opowiedziane jest przejrzyście i ze spokojem; w kontraście do tej historii pędzi zabarwiony przygodą wykład na temat medycznych terminów. Po lekturze "Lądowania rinowirusów" trudno nie pamiętać o konieczności zastosowania się do lekarskich rad nie tylko podczas przeziębienia...
Wydawnictwo: Hokus Pokus
Rok wydania: 2009
Ilość stron: 32
Cena: około 28 zł

09 kwietnia, 2011

"Jeż", Katarzyna Kotowska

       Miłość nie zawsze jest łatwa; nie w każdej minucie to akceptacja, radość i lśnienie. Trzeba na nią pracować. Czasem boli. "Jeż" to niezwykła baśń o stopniowej drodze do rodzinnej więzi. Choć traktuje o procesie stawania się synem, matką i ojcem po adopcji, opowiada o każdej (! ) miłości między dzieckiem a jego rodzicami. W sposób niezwykle delikatny i mądry pokazuje, iż z braku ciepła, przytulania oraz po prostu czyjejś bliskości każdemu z nas mogą wyrosnąć kolce, świat przestanie czarować kolorami, urośnie góra chorobliwego lęku przed samotnością. Miłość to nie nagły cud! To cierpliwa wyrozumiałość- ona pozwala gubić kolce i oswajać się z tym, co każdy z nas potrzebuje. Piotrusia urodziła inna mama, a że nie był jej- oddała do Domu Dziecka; tam odnaleźli go rodzice. Smutek samotności mozolnie przemieniał się w szczęście bycia rodziną. Powoli, bo Piotruś długo kłuł, a jego kolczastość budziła zdziwienie i nieporadność mamy, taty.
     Tej niezwykle ważnej i pięknej historii towarzyszą proste w formie ilustracje autorki. Jak słowa, są oszczędne w zbędny detal, a przez to bardziej sugestywne i uniwersalne- historia mogła się wydarzyć każdemu i wszędzie. Istotna jest w nich gra barw, ich natężenie; kolory wypełniające kształty bez wyraźnego wnętrza gasną w zbyt długim oczekiwaniu na dziecko, z czasem stopniowo się rozpalają- gdy kiełkuje miłość a kolczastość znika.
      To baśń obowiązkowa zarówno dla dzieci, jak i rodziców- odsłania dwie niełatwe drogi- dziecka oraz małżeństwa, udowadniając, że choć trudne- mają one radosny koniec. Jest ostrzeżeniem- przepisem na niekolczastość. Porusza. W niezbyt dużej formie zamyka mnóstwo emocji, myśli i zdarzeń; rozpoczyna długie Ważne Rozmowy. Sprzyja im wyciszony ton harmonii słów i ilustracji oraz urzekająca prostota. Nasz przejęty pięciolatek pytał po niej, czy on też czasem kłuje...
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2003 i 2010
Ilość stron: 40
Cena: około 23 zł

07 kwietnia, 2011

"Przepis na miłość", Katharina Grossmann-Hensel

     Jak w wierszu Twardowskiego jesteśmy różni, dlatego tak bardzo sobie potrzebni. Niepowtarzalność naszych wysp jest piękna! "Przepis na miłość" to opowieść o odmienności mamy i taty oraz o tym, jak te dwa kontrastujące ze sobą światy stworzyły jeden wspólny. Kiedyś,

06 kwietnia, 2011

"Zwierzaki cudaki", Bibi Dumon Tak

     Zapewne każdy z nas jest różny od drugiego, ma w sobie coś, co inni określiliby jako dziwaczne. Pewnie nie trzeba by kreślić przesadnie jaskrawych karykatur, by to ukazać. "Zwierzaki cudaki" oddają zastaną rzeczywistość, przedstawiając rozmaite oryginalne zwierzęta. W porównaniu do przeciętnych atlasów, robią to jednak ku naszej uciesze inaczej- w tytułowy cudaczny sposób oswajając odmienność! Po lekturze nadal mnóstwo nie wiemy, ciągle przed nami wiele nieznanych gatunków, ale... Dotknęliśmy niektórych z nich! Świetnie się bawiliśmy! Jak zawsze jesteśmy w drodze. Nie da się wszystkiego zgłębić, a pewien kawałek wiedzy bywa po prostu nudny... Doskonale zdawała sobie z tego sprawę pani Tak, pisząc 40 opowieści o egzotycznych zwierzętach. W przystępny sposób przemyciła ważne przyrodnicze informacje kierowane wprost do czytelników; choćby przez formę rozmowy z nimi przypominają mi nieco ploteczki. Są prawdziwe, zabawne i ciekawe. To  nie portrety zwierząt ani też kopalnia wiedzy; istotny jest tu raczej detal lub kilka z nich. Dotyczy nietypowych zwyczajów czy odmiennego sposobu bycia, a na jego bazie płynie niezbyt długa opowieść. Podczas lektury każdej z nich ciekawostki odsłaniały często to, co było dla nas niewiadome, zaskakujące. Traktują o zwierzętach znanych, ale i takich, których nazwę usłyszeliśmy  po raz pierwszy- choćby o kukułce czy bonobo- zdradzając ułamki tajników ich istnienia. Nowy dla nas, charakterystyczny dla danego gatunku detal na każdej kartce- altannik to niezwykły dekorator ptasich wnętrz, leniwiec opuszcza drzewo na rzecz toalety co dziesięć dni, jaszczurka Jezusa Chrystusa potrafi chodzić po wodzie... Pewnie dużo więcej można by się dowiedzieć z niejednego atlasu, ale... Nie w tej formie! Jest na tyle prosta i zabawna, że przemawia zarówno dorosłych, jak i małych przyrodników; wciąga jednych i drugich, obu uniemożliwia zapomnienie.  Czarno- białe sugestywne grafiki Fleur van der Weel utrzymała w podobnej konwencji, wspomagając w tym treść. 
     Skończyliśmy już lekturę, lecz nasza droga przenikania fascynującego świata zwierząt nadal trwa. Szukamy, czytamy, oglądamy... I tworzymy na kartkach papieru tylko u nas w domu istniejące zwierzaki- cudaki! 
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 90
Cena: około 22 zł

04 kwietnia, 2011

"Florian ogrodnik", Kęstutis Kasparavićius

     Ci, którzy pracują w ogrodzie odczuli zapewne, że praca nad pielęgnowaniem roślin przynosi wytchnienie, daje spokój i uczy cierpliwości. Florian- bury kosmaty niedźwiadek z rodziny o długich tradycjach ogrodniczych- całe dnie spędza starannie pielęgnując rośliny swego niezwykłego skrawka ziemi, czerpiąc z niego pogodę ducha. Jako najlepszy hodowca róż Królestwa Misiów szczególną troską otacza właśnie te kwiaty; one bezgraniczną miłość wynagradzają mu rozmaitymi, nigdzie więcej nie spotykanymi odcieniami. U nikogo innego nie można delektować się tyloma barwami jak właśnie u niego! Choć dobrze o tym wie, obecność królowej właśnie przy małym stoisku targowym z różami na tyle połaskotała jego próżność, że zawiodła do kłamstwa, zniszczenia pielęgnowanych latami krzaczków, mgły smutku nad Misiogródkiem... Ten, kto pomaga wzrastać pięknu, może i tworzyć zło- to nasz ludzki wybór. Zapału Floriana nie ostudziły opowieści przyjaciół o nienapawających optymizmem spotkaniach z czernią! Musiał mieć to, co obiecał i czego nie posiadał. Na szczęście i w tej baśni wizja okolicy opanowanej na lata przez ból, złość i smutek sprawiają, że miś wybiera radosny odcień rzeczywistości, niszcząc symboliczną czerń. Jaki byłby przecież świat bez radości??? Znów w spokojnym Misiogródku panują ciepło i uśmiech... Ilustracje autora również wywoływały je w nas-  czytelnikach. Są niezwykle harmonijne, kształtne, mało krzykliwe; jakieś niedzisiejsze... Dbają o swój pastelowy szczegół, doskonale dopowiadając tekst. Potrafią zaczarować swoim nastrojem. Warto zaglądnąć choćby tutaj, by podglądnąć niebywały warsztat litewskiego artysty. Próbuje on nęcić czytelnika również językiem. Gdy mówi o kolorach, udaje mu się to całkowicie, czasem jednak tworzy zbyt długie zdania, wywołując nimi monotonię. Jakkolwiek- "Florian ogrodnik" to prosta, czytelna baśń, w którą warto wejść z dzieckiem. To właśnie od czasów spotkania z nią jeszcze subtelniej różnicujemy wszędobylskie kolory i ich odcienie...
Wydawnictwo: LIBRONE
Rok wydania: 2010
Ilość stron: 68
Cena: około 20 zł
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...