Przejdź do głównej zawartości

"Prawie się nie boję...", Anna Onichimowska; ilustracje: Aleksandra Woldańska-Płocińska

     Ludzkie lęki nieustannie dopełniają korowód paniki; jego ogniwa to nie tylko kolejny strach, ale i  następne osoby, które dotyka. Paraliżuje, blokuje działania, magnetyzuje wyobraźnię; niekiedy można myśleć tylko o nim. Ważne, by mu się nie poddawać,  mierzyć się z nim, szukać
wsparcia w bliskim człowieku. Niby to łatwe, czasem jednak tak prosta recepta okazuje się zbyt trudna; właśnie o odnajdywaniu bezpiecznej ostoi dalekiej od obaw i lęków jest ta piękna i jakże ważna książka:)
      Bulbes trwoży się, że mamę porwali gangsterzy, a on ma zbyt mało pieniędzy na okup, czekająca z nim pani ze świetlicy martwi się o psa, który boi się o nią w domu, mama niepokoi się o wybuch złości syna, gdy kolejny raz spóźni się po niego, przyjaciółka szkolna - Hania panicznie lęka się potwora z dziury nieopodal domku letniskowego, sąsiedzi martwią się o zaginionego kota... Strach bohaterów splata się ze sobą, tworząc pajęczynę dygotań, złych emocji, nieprzyjaznych podszeptów wyobraźni; jest coraz gęstszy, posępniejszy, coraz bardziej przypomina bagno, z którego trudno się wydostać. Okrutna lawina niemocy zostaje szczęśliwie zatrzymana! Tam, gdzie wyobraźnia wędruje za daleko potęgując lęk, pojawia się drugi człowiek. To on w bezpieczny i przyjazny sposób rozjaśnia mrok, pomaga oswoić lęk, dzięki niemu topnieje strach! Niekoniecznie musi być dorosły czy silny, ważne, by miał w sobie wrażliwość, umiał się wsłuchać w lęk, patrzył z dystansem i sympatią.
      Nieprzyjazne emocje i podsycana nimi wyobraźnia mogą okazać się pułapką na tyle trudną, iż samodzielne wyswobodzenie z niej okaże się niełatwe. Każdy w książce Anny Onichimowskiej się czegoś boi; autorka nie wyśmiewa lęków, nie daje wyłączności na doświadczanie ich tylko dzieciom, nie wartościuje niepokoi; wszystkie historie domyka uśmiechem i nadzieją. W nienachalny, naturalny sposób przestrzega, by ze swym strachem nie pozostawać samemu. Powaga, subtelny humor, waga dotykanego problemu i lekki, prostota języka oraz ilustracji komponują szczególność lektury. To, co realne miesza się tu z tym, co zmyślone; granice metafor i fantazji zacierają się, trudno też jednoznacznie przypisać książce adresata. Znakomicie trafia do młodych, świetnie też otwiera starszych; niejeden dorosły również się w niej odnajdzie;)
     Ilustracje Aleksandry Woldańskiej-Płocińskiej dominują na każdej ze stron. To w nie zanurzono wyważony tekst, który dopowiadają; jest w nich dużo narracji, mnóstwo nastroi i nieprzesycenie detalami. Miękkie, chwilami naiwne kształty zachęcają do szukania emocji bohaterów, uwypuklają je.
     Warto doświadczyć innych spotkań z twórczością Anny Onichimowskiej, można sięgnąć choćby po: "Tajemnicę Malutkiej", "Koniec świata i poziomki", "Daleko czy blisko". Rozmowę z autorką można posłuchać tutaj. Aleksandra Woldańska-Płocińska jest znana m.in książek: "Kocham Pana, Panie Tygrysie!" czy "Pierwsze urodziny prosiaczka".
      Dodatkową zachętą do przeczytania książki powinien być fakt, iż otrzymała wyróżnienie literackie w konkursie Polskiej Sekcji IBBY w 2016 roku:)
Wydawnictwo: Ezop
Rok wydania: 2016
Format: 190 x 250 mm
Ilość stron: 48
Cena: około 25 zł
Oprawa: twarda

Komentarze

Warto i te przeczytać!

"Malutka czarownica", Otfried Preussler; ilustracje: Danuta Konwicka

Malutka czarownica ma zaledwie 127 lat, na długowieczną wiedźmę to bardzo mało. Jak dziecko lubi się dobrze bawić, czasem się popisuje; marzy o tym, by inne czarownice traktowały ją jak dorosłą, szczególnie zaś chciałaby uczestniczyć w

"Naciśnij mnie", Hervé Tullet

Zaintrygować i wciągnąć maluchy do niekończącej się, autentycznej zabawy nie zawsze jest łatwo, Tullet (jego strona tutaj ) to potrafi. Swój nietypowy, a udany koncept oparł na dobrej znajomości dziecięcej natury- ciekawości świata, prostocie, uśmiechu.

"Domino i Muki. Po drugiej stronie czasu", Zofia Stanecka; ilustracje: Daniel de Latour

Zmartwienie może się jeszcze przemienić w radość, a pech okazać wielkim fartem - bywa, że potrzeba do tego cierpliwości, czasem po prostu zmiany perspektywy. Dwójka młodych warszawiaków (Domino i Muki) przedostaje się do średniowiecznego Gniezna wehikułem czasu;