Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

18 lipca, 2014

"Księga Ludensona", Zofia Stanecka; ilustracje: Marianna Oklejak

     Odwaga przychodzi czasem niespodziewanie, nierzadko jawi się jako nadludzka. Niekoniecznie mamy jej świadomość; onieśmiela i oszałamia, rozkwita też wzmocnieniem wiary w siebie, zauroczeniem własną mocą... Zdarzenia z książki Zofii Staneckiej (znanej nam m.in. z
serii o Basi i Franku czy "Świata według dziadka") sprzyjają ujawnianiu się odwagi, wiele więc w książce powodów do dumy nawet tych, którym wydaje się odległa. Potrzebujemy takich bohaterów - umacniają wiarę w naszą osobistą siłę! Dzięki nim lektura niesie mnóstwo pozytywnej energii. Wiele w niej również baśniowej przestrzeni do oswajania świata - krainy, w której trudne sprawy mają może niełatwy, ale szczęśliwy koniec. Ich sprzymierzeńcem jest piękna, bo świadoma odpowiedzialność.
     Na kartach baśniowo również z powodu trolli (bohaterów północnych mitów), magii, czarodziejskiej księgi, niezwykłych zbiegów okoliczności... Jedynym, co baśniom dalekie jest niejednoznaczna granica pomiędzy dobrem a złem - książkę wieńczy uśmiechnięte dobro, którego fragmenty wcześniej niekoniecznie stały po jasnej stronie rzeczywistości. Dziwni, często samotni znajdują przyjazną dłoń - w ich życie wdziera się znacznie więcej radości, a samotność niknie.
     Czwórka rodzeństwa Osmołowskich przybywa wraz z mamą do Jastrzębiej Góry. Szybko okazuje się, że wakacyjny wypoczynek zdominuje nie plażowa nuda, ale skrywana przez starą willę tajemnica. Stopniowo plątają się różne wątki, dołączają nowi bohaterowie, a akcja zagęszcza na tyle, że trudno się od niej oderwać. Jest wiele śmiechu, trochę lęku, napięcia, sympatii... Plaża, miasteczko, nadmorski las i dwa odległe sobie czasy łączy księga, by w opowieści o odwadze pokazać też przyjaźń - niezwykłą, niezbyt oczywistą a czarowną. Dzięki ważkim zdarzeniom relacje bohaterów stają się czyste pięknem oraz trwałe; nie pozostaje wiele, by bardziej zachęcić do wakacyjnych podróży;)
     Czyta się szybko; dużo tu dialogów, więcej jednak chyba niedzisiejszej narracji. Mały format książki odczarowuje grubość tomu. Każdy rozdział przetykają 2-3 narracyjne ilustracje charakterystyczne dla Marianny Oklejak. Podążają za tekstem, wzmacniając jego baśniowość zestawieniami barw; wiele wśród nich odcieni niebieskiego i brązu, mnóstwo pasteli, dużo skrótów - przestrzeni dla wyobraźni. 
     Kilka dowodów na to, że "Księga Ludensona" nie do końca jest z kręgu baśni na stronie ilustratorki - tutaj;) Wiele tam też ilustracji z innych znanych nam książek - "Machiną przez Chiny", "Kraków dla młodych podróżników", "Kajtuś Czarodziej"...
Wydawnictwo: Wilga (Grupa Wydawnicza Foksal)
Rok wydania: 2013
Format: 150x192 mm
Ilość stron: 232
Cena: około 29 zł

1 komentarz:

  1. Uwielbiam Basię, tej pozycji niestety nie znam ale brzmi ciekawie ;)
    http://testowanieartdzieciece.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...