Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

26 czerwca, 2012

"Gelsomino w Kraju Kłamczuchów", Gianni Rodari; ilustracje: Dorota Łoskot-Cichocka

     Nie warto budować na kłamstwie - szkoda nadziei, energii, czasu. Prędzej czy później katafonie fałszu zagłuszą piękno, ktoś wyjawi prawdę, łgarza zdetronizują... Kraj Kłamczuchów długo pogrążał się w marazmie zasianym przez władcę, rzeczywistość nazywając sztucznie, bo na odwrót. Koty
szczekały, kupując chleb, proszono o atrament, chwaląc - ganiono... Jak w życiu - pajęczyna zakłamania okazała się jednak nietrwałą, męczącą pułapką; rycerze prawdomówności  uświadomili mieszkańcom skrywane, lecz silne pragnienie tego, co naturalne - prawdy. Tworzyli osobliwe grono: wszędobylski kot Zoppino, Gelsomino - chłopiec o nieprawdopodobnej sile głosu, ciotka Pannocchia, wytrwale ucząca koty miauczenia, sugestywny malarz Bananito, Benvenuto - prostoduszny chłopiec o ciele starca... Siła ich szlachetności była śmiertelna dla korony skąpanego w fałszu władcy, przyniosła też kres kłamstwu poddanych, nałożyła krajowi ożywczy kompres sprawiedliwej radości.
     Spotkanie z kłamstwem jest nieuniknione, Gianni Rodari (autor m.in. "Niewidzialnego Tonino" i "Bajek przez telefon") po raz kolejny mistrzowsko wspiera wrażliwość czytelników. Zaraża optymizmem oraz mądrością, utwierdza zasady moralne, niepodległość ducha; po raz kolejny udowadnia, że wskazywanie wartości nie musi być nudne. Tka lekką, zajmującą i wcale niekrótką historię, urzekając wyobraźnię światem tętniącym życiem. Wiele w nim śmiechu, zadziwiających zdarzeń; fikcja miesza się z rzeczywistością, ale problem obojętności i zła to temat bardzo realny, uniwersalny. Ważnym jest, by myśleć - nie ulegać trendom i modom, wierzyć w ład! Oczywistość podjętego wyzwania jest w bohaterach przejrzysta, naturalna; nie widzą innej drogi. Odwagi do działania dodaje im pewność, że potrafią coś robić w sposób doskonały - posiadają talent. Życie stawia wyzwania, każdy z nas ma w sobie coś, co może dać, dzięki czemu nie tylko jest wyjątkowy, ale i potrzebny. Coś, co o sile zniszczenia nawet epidemii zła!
     Język Rodariego jest lekki, sugestywny; doskonale odbija barwną dynamiczną akcję. Wiele w niej dialogów, skromniejsza narracja często odsłania myśli bohaterów. Co rzadkie - każdy z dwudziestu jeden rozdziałów poprzedza rymowany tytuł - zgrabny, wiele mówiący, przejrzysty.
     Ilustracje Doroty Łoskot-Cichockiej (jej strona tutaj), znanej choćby z książki "Kiedy kiedyś", łączą w sobie baśniową nastrojowość z dynamizmem akcji; temperament oraz nastrój bohaterów są w nich czytelne, subtelność miesza się z uśmiechem, prostota urzeka. Potrafią krzyczeć, skłaniać do zamyślenia, wywoływać psotny chichot...
Wydawnictwo: Bona
Rok wydania: 2012
Format: 145x205 mm
Ilość stron: 208
Cena: około 32 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...