Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

03 kwietnia, 2012

"Kiedy kiedyś czyli Kasia, Panjan i Pangór", Jarosław Mikołajewski; ilustracje: Dorota Łoskot-Cichocka

     Spotkanie, które zostawia po sobie cząstkę dobra (uśmiech, inspirację, nadzieję...) to bezcenny skarb. Dialog nie powinien być pusty! Jarosław Mikołajewski opowiada o tym, jak bardzo bogacić może rozmowa pomiędzy kimś, kto zaczyna życie, a tym, w którym ono
gaśnie, pośród słów buduje w czytelnikach szacunek do obu. Kasia i pan Jan na podwórkowej ławce mówili do siebie wiele, zaprzyjaźnili się. Dziecięca ciekawość dziwiła się zmianom - wyłysiałej głowie, pobytowi w szpitalu, trzęsącym się dłoniom... Starość miała w sobie spokój, subtelny żart i oczekiwanie. Na Spotkanie. Dla rezolutnej dziewczynki - jak dla naszego przedszkolaka - po jednej z rozmów stało się ono naturalnym, radosnym Zdarzeniem. Mimo bólu i nieporadności pan Jan czekał na śmierć z cierpliwym uśmiechem, ponieważ niosła ze sobą początek Nowego. Płakali jedynie rodzice Kasi...
     Dla człowieka wierzącego śmierć jest przejściem do Lepszego Świata; pan Jan uśmiecha się do niej. W "Kiedy kiedyś" skrawki rozmów subtelnie tkają jej obraz; metaforyka pląta się na nim z realizmem oraz symbolami, a dzieląca je granica jest wątła. Zarówno tekst, jak i ilustracje są tu wyważone, wrażliwe, miękkie, nie zawsze dopowiedziane, a przez to jeszcze piękniejsze. Od cierpliwego oczekiwania pana Jana bije subtelne ciepło, od Kasi - figlarna radość; spojone zamyśleniem, lepią refleksyjną atmosferę książki.
     Całostronicowe ilustracje Doroty Łoskot-Cichockiej (jej strona tutaj) harmonijnie komponują się z tekstem, wspomagając go. Są wyciszone barwami, łagodne kreską, nieprzeładowane elementami. Budowane techniką kolażu uwypuklają jego liryzm, subtelność, prostotę. Nie ma wśród nich nieistotnych detali - w realistyczną akcję wplatają symbole, koncentrują się na uczuciach i emocjach. Ich niedopowiedzenie pozostawia wiele miejsca dla wędrówek wyobraźni.
     To, co najistotniejsze, w tekście uwypukla czerwona (pośród czarnej) czcionka. Wielki format książki pierwszym spotkaniem z nią sugeruje, że będzie traktowała o sprawach ważkich. To rodzice zadecydują, czy lekturę dopełnić rozmową na temat śmierci - integralnej części natury ludzkiej. Dzieci często rozumieją znacznie więcej niż nam się wydaje, a że tłumaczą to trochę po swojemu?...
Wydawnictwo: Egmont Literacki
Rok wydania: 2011
Format: 250x300 mm
Ilość stron:28
Cena: około 27  zł

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawa recenzja. Już od jakiegoś czasu przymierzam się do jej kupna i chyba sie zdecyduję. Teraz czytamy i ogląamy "Niebo" Bruno Giberta, więc moża wreszcie na "Kiedy kiedyś..."

    Pozdrawiam,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  2. O "Niebie" tylko czytałam; kusi mnie, więc może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...