Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

13 sierpnia, 2014

"Wakacje grzecznego psa", Katarzyna Terechowicz i Wojciech Cesarz; ilustracje: Joanna Rusinek

     Uśmiech zjednuje ludzi! Winter to czuje, więc z łatwością zaskarbia nim sympatię niemal każdego. Naszą rzecz jasna również;) Silne nogi, niezwykły refleks a przede wszystkim wyostrzone zmysły ułatwiają mu gęste uczestnictwo w różnorakich przygodach. Nigdy nie stoi z
boku - zawsze jest w centrum, nie tylko dzięki gabarytowi trudno go przeoczyć. Bywa, że skutecznie kusi do siebie przygody, czasem zostaje w nie wplątany, innym razem przypadkowo trafia tam, gdzie coś zaczyna kiełkować; pewne jest jedno: ma do nich nosa! Może dlatego, że lubi radość i dobrą zabawę wakacyjne upały nie płoszą znanego nam z wcześniejszych części (m.in. "Pamiętnika grzecznego psa") entuzjazmu do wszelakiej aktywności.
     Jest starszy i zdaje się, że trochę grzeczniejszy... Po prostu wychował już nieco swoje stado - Henryka, Hankę, Alka, Julię, Rudego;) Mniej tutaj ich krzyków, napominań, kłopotów, więcej za to spokojnego oddechu oraz dumy z Wintera. Wydaje się, że dojrzeli do wspólnego bycia - zaczynają podążać za jego myślami, wyprzedzają psie impulsy, uciszając otoczenie i siebie, nie włochatego pupila. Mimo skłonności Henryka do lenistwa w fotelu, czas wakacji nie pachnie u nich nudą! Są na Mazurach, w Bieszczadach, na obozie harcerskim oraz we własnym domu, a wszędzie Winter wymusza ruchliwość, wabi przygody - gubią się w górach, zakłócają ciszę nocną w pensjonacie nad jeziorami, naruszają prawo... Malamut godzi zwaśnionych, ratuje z opresji, niechcący doprowadza do zniszczeń, zyskuje nowych przyjaciół... To, co zbroi, przystraja uśmiechem, z łatwością więc wybacza mu się niefortunne działania. Zwykle ma rację, niezmiennie nie gaśnie jego doskonały humor! Satyra na ludzkie skłonności, poglądy, postawy wyzwala salwy szczerego śmiechu - podczas lektury chichotać będą zarówno dzieci jak i dorośli. Często!
     Soczysta narracja skrzy się dowcipem. Inteligentnym, zakamuflowanym nie tylko w zgrabnych dialogach, ale i świetnie skrojonych sytuacjach, kontrastach, ilustracjach. Narrator Winter to niezrównany krasomówca; czasem zanadto zadufany w sobie, jednak oko i uśmiech, które puszcza do czytelnika działają jak magnes - natychmiast zjednują mu sympatię. Jest autentyczny, celny w sądach, zdecydowanie elokwentny.
     Ilustracje Joanny Rusinek (prócz dwóch wcześniejszych tomów o przygodach energicznego malamuta zmalowała m.in.: "Wierszyki domowe" Michała Rusinka) podążają za tekstem. Wiele w nich lekkości i miękkości, dużo dziania się. Czasem czarno-białe, innym razem barwne, zawsze nieprzegadane, tętnią emocjami, zarażają zdrowym śmiechem.
Wydawnictwo: Literatura
Rok wydania: 2014
Format: 145x205 mm
Ilość stron: 160
Cena: około 22 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...