Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

18 sierpnia, 2014

"Domino i Muki. Po drugiej stronie czasu", Zofia Stanecka; ilustracje: Daniel de Latour

     Zmartwienie może się jeszcze przemienić w radość, a pech okazać wielkim fartem - bywa, że potrzeba do tego cierpliwości, czasem po prostu zmiany perspektywy. Dwójka młodych warszawiaków (Domino i Muki) przedostaje się do średniowiecznego Gniezna wehikułem czasu;
próby powrotu do własnej epoki nie są owocne, przyjaciołom pozostaje więc zaakceptowanie rzeczywistości i egzystowanie w niej. Są zdani na siebie; z początku walczą o przetrwanie w świecie znanym jedynie z podręczników, jednak gdy zaczynają ją akceptować i wkomponowują się w nią, szczęśliwie staropolska gościnność przyjaźnieje. Funkcjonowanie w niej nie jest łatwe, bowiem impulsywność Domino oraz nieświadomość ówczesnych zwyczajów pakują szóstoklasistów w coraz to nowe kłopoty. Pojmują ich Prusowie, dziewczyna zostaje posądzona o bycie wiedźmą, gubi czarodziejski żołądź...
     Akcja roi się od przyjemnych i niechcianych emocji, wiele też w niej świeżo, lekko podanych detali historyczno-kulturowych; zapadały w pamięć mimochodem. Konie, karczmy, zioła, przesądy, ówczesne jadło... Panuje przyjazna czytaniu przejrzystość, chłonie się więc lekturę szybko, z niekłamaną przyjemnością. Zgrabnie skrojone rozdziały przepełnia dynamiczna akcja; nie spowalniają jej typowe powieściom historycznym opisy czy staropolszczyzna, wiele tu miary delikatnie uśmiechniętej, dziecięco-młodzieżowej, wysokiej.
     Co szczególnie dla mnie cenne - nie jest to tylko dobrze opowiedziana przygoda; to również subtelnie filozoficzne rozważania autorki - Zofii Staneckiej (znanej nam z "Księgi Ludensona" czy serii o Basi i Franku) o względności sądów, otwartości na to, co nowe, empatii, czekaniu, powołaniu... Kontrasty nie tylko epok, ale i charakterów, chrześcijaństwa i pogaństwa, łagodności oraz okrucieństwa, autentyzm, prostota oraz humor... Mają spore szanse zjednać sympatię niejednego czytelnika! Odległa przeszłość, która zdawała się być jedynie tłem przygody, niepostrzeżenie rośnie w siłę; potężniejąc, odsłania drugie dno książki, a niekrzykliwą postać Świętego Wojciecha wysuwa na plan pierwszy. Jakże naturalna jawi się siła Jego świętości!
     Towarzysząca tekstowi kreska Daniela de Latour pobudza wyobraźnię dwukolorowością (czerń i szarość) oraz oszczędnością. Niewiele tu detali historycznych, znacznie więcej emocji oraz dynamiki.
Wydawnictwo: W drodze
Rok wydania: 2014
Format: 135x214 mm
Ilość stron: 164
Cena: około 25 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...