Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

23 marca, 2014

"Jak się koty urodziły", Joanna Papuzińska; ilustracje: Mikołaj Kamler

      Obcowanie z przyrodą łagodzi, wycisza. Rozbudza też radość ze spraw małych oraz ciekawość tego, co bliskie, pozornie zwyczajne; ważna to umiejętność. Na przyleśnej działce dziadków Mateusz z Bronkiem doświadczają zadziwień; drewniany, kryty strzechą domek i otaczający go ogród stają się
okazją do podpatrywania zwierząt domowych oraz dzikich. Czujnością wzroku i słuchu, spokojem, skupieniem wyłapują wiele zwierzęcych zwyczajów czy upodobań, nasiąkają szacunkiem do nich. To dwa równoległe, niezależne światy; sympatię do stworzeń podsyca każde spotkanie. Niewyszukanych okazji jest mnóstwo!
     Dziadkowie wraz z wnukami często zaledwie przez chwilę mają okazję przypatrzenia się zwierzętom. Pogodny bezczas wiejskiej sielanki zanurza ich we wrażliwość obserwatorów, którzy jedynie gdy trzeba ingerują w przestrzeń swych gości. Przyjaźnie zapraszają ich do swobody - często obserwują z ukrycia, czerpiąc szczerą radość. Ślady bytności, ułamki podglądniętych zdarzeń, interakcje nieustannie intrygują, podsycają też świadomość wagi kontaktów ze zwierzętami. Nie zawsze to słodkie, miłe tajemnice, zwykle niewielkie okruchy - dziecięce pochylenie się nad pięknem chwili jednak na tyle niesamowite, iż bohaterom nie doskwiera brak telewizora czy gier komputerowych. Ileż razy i my uśmiechaliśmy się do nich!
     Gawędy o osobistym doświadczaniu obecności zwierząt brzmią autentycznie, autorka zarzeka, iż są prawdziwe, na dowód prawdomówności dołącza zdjęcia niektórych bohaterów. Wiele w jej słowach sympatii i szacunku do nich, wybrzmiewają i w imionach - jest Pani Potworka, Foksio, Gucia... Jak w wielu swych książkach (choćby "Uśmiechniętej planecie" czy "Mój tato szczęściarz") opowiada wyśmienicie, stojąc blisko wrażliwości i prostoty dziecka. Pogoda relacji oraz szacunek wyciszają huczące myśli, domagające się światów barwnych nierealnością, nienachalnie ale skutecznie łagodzą; urzekły nas prostotą i prawdą. Jakże naturalne lecz coraz mniej dostępne dzieciom to miejsce! Jest czas opieki nad zranionym pisklęciem wrony, tropienie tajemniczego współmieszkańca, towarzyszenie kotom od porodu po odwiedziny u nowych opiekunów...
     Gęsto rozsiane ilustracje Mikołaja Kamlera (jego portfolio tutaj) mają w sobie prawdę przyrodniczą, przewidywalność i pogodne barwy. Delikatne czarne kreski zarysowują kształty, po brzegi uzupełniają je rozmaite pogodne, realistyczne barwy. Uwypuklają figlarność zwierząt, ich bogactwo, ruchliwość.
Wydawnictwo: Literatura
Rok wydania: 2014
Format: 170x220 mm
Ilość stron: 80
Cena: około 21 zł

2 komentarze:

  1. Widziałam książkę w bibliotece. Może wypożyczę - lubię loty, kilka kocich książek mam na koncie. Ostatnio czytałam "Przygody kota Filemona". Fantastyczna książka, przynajmniej według mnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Duet Filemon&Bonifacy uwielbiamy! Niezmiennie od daaawna (http://kokonfantazji.blogspot.com/2011/07/przygody-kota-filemona-marek-nejman.html). Lojalnie ostrzegam: książka profesor Papuzińskiej jest nie tylko o kotach:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...