Przejdź do głównej zawartości

"Tato, pojedźmy na grzyby!", Markus Majaluoma

     Bycie rodzicem to góra radości, ale i wór zmęczenia, wyrzeczeń, zmian; uporządkowany świat zasad oraz oczywistości nieustannie bywa podważany. To, co niezmienne już nie jest białe lub czarne, lecz zabarwia się szarym pasmem zadziwień. Olaf, Konstanty i Anna Maria (dzieci Pawła Różyczko ) jak wiele pociech ciągle zaskakują nowymi pomysłami nie tylko własnego tatę. Samodzielności ich myślenia sprzyja ogrom dawanej im swobody, rozsadzające ich- zapał i energia oraz wspólne działanie. Ta mieszanina twórczej aktywności mocno kontrastuje ze spokojem zmęczonego pracą taty, będącego symbolem schematyzmu dorosłych, myślących, że już niewiele w życiu może zadziwić. A jednak! Każdy dzień i dużym, i małym Różyczkom przynosi kolejne niespodzianki- w "Tato, popłyńmy na wyspę!" nieoczywisty okazał się skarb popołudniowego spaceru do pobliskiego portu, w "Tato, zbudujmy domek!"- dziecięce i właściwe dorosłym rozumienie zabawy, w ich fabularnej kontynuacji- "Tato, pojedźmy na grzyby!"?
     Życzliwy sąsiad Rurka opowiedział trojgu bosego rodzeństwa o swoich konnych wyprawach na grzyby sprzed lat. Wspomnienie to stało się impulsem do zaproszenia ich taty na grzybobranie. Mimo codziennego zmęczenia pracą nie odmówił- do swojego nowego auta zabierając nie tylko dzieciaki, ale i staruszka Rurkę.  Wcześniej jednak należało się spakować- w charakterystycznym Różyczkom rozgardiaszu bez trudu udało się odnaleźć ekwipunek typowy podobnym wyprawom (atlas grzybów, kosz, kalosze... ), ale i taki, który tylko dzieci uważały za istotny- książkę o dinozaurach, maszt flagowy, kalesony taty... Ta nieco egzotyczna leśna ekspedycja przekomiczne wygląda wśród dostojnej zieleni drzew- pokraczny ojciec z koszykiem w dłoni, maleńcy chłopcy, niosący na ramionach maszt flagowy z Anną Marią, serdeczny Rurka z ogrodowym sekatorem... Coraz bardziej oczywiste się staje, że jesienna wyprawa nie przyniesie koszy zapełnionych grzybami, lecz... Coś znacznie większego, włochatego, co wybujałej wyobraźni bohaterów napędzi strachu, ale i da radość. Rozmiar absurdów rośnie wraz z salwami śmiechu czytelników; czasem zaśmiewać się będą dzieci, innym razem dorośli, różnie przecież patrzymy na te same sprawy, co stara się udowodnić przygoda sympatycznych Różyczków.
     Dzieci pana Pawła są wrażliwe, spontaniczne, mają odwagę w realizowaniu swych nietypowych pomysłów. To dzięki nim groza chwili zostaje zamieniona w śmiech, niepotrzebny maszt znajduje zastosowanie, a przyczepka auta nie wraca do domu pusta! Beztroskie i twórcze dzieciństwo gwarantuje im nie tylko akceptowanie przez tatę absurdalnych pomysłów, ale i wolność, w którą czasem z konieczności rodzice nie ingerują (ponieważ muszą być w pracy ), czułość okazywana pociechom, bycie z nimi. Dorośli przedstawieni są tutaj w sposób karykaturalny, lecz i z sympatią; dzieci mają rację! Wzorem pana Różyczki warto więc wyposażyć się w stoicki spokój wobec zaskakujących pytań, stwierdzeń czy działań własnych pociech- nawet najbardziej absurdalny pomysł może okazać się wart wysłuchania, przemyślenia, czy nawet realizacji!
      Do wszystkich książek z serii "Tato, [...]" chce się wracać, by przeczytać oraz obejrzeć wiele razy! Ich atuty to nie tylko prosty język czy spora dawka humoru, ale i ilustracje autora tekstu. Ogromną rolę odgrywają w nich sugestywnie odmalowane emocje oraz niewpisane w tekst detale- odkrywanie ich sprzyja kolejnej okazji do zabawy z książką Majaluomy. Mimo pastelowych kolorów kipią energią pomysłowych dzieciaków, przeplatającą się z delikatnym akcentem spokoju dorosłych. Groteska, absurd, humor i prostota pobudzają wyobraźnię, zachęcając nie tylko młodych czytelników do twórczego spędzania czasu. To najdoskonalsze panaceum, by w przyszłości samodzielnie umieć zmierzyć się z problemami!
Wydawnictwo: Bona
Rok wydania: 2011
Format: 210x265 mm
Ilość stron: 46
Cena: około 22 zł

Komentarze

  1. Kiedy czasem czytam Twoje posty to aż żałuję, że Młody nieubłaganie wyrósł z tych krótkich historyjek, a w pasmie Disney'a zamiast "Złotej Rączki" woli oglądać "Hanna Montana" :( No cóż czasu nie zatrzymam, ale muszę się przyznać, że szkoda mi tych wszystkich książeczek które opisujesz ;) Zwłaszcza ilustracji, bo o dobre ilustracje było znacznie trudniej 5-6 lat temu. Oczywiście lektury 9-latka też mają swoje zalety, ale i tam mogę sobie siąknąć nosem, że "to se ne vrati" ;)
    Co do tej konkretnej, to i tak poszukam jej w bibliotece - może jeszcze się da namówić ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne książki się teraz wydaje! Niezwykłe ilustracje, mądre, ale i dowcipne teksty... Czasami aż trudno w ich gąszczu wybrać te najciekawsze- tak wiele mnie kusi! Przeżywam przy nich z dzieciakami drugie dzieciństwo- bezcenne dla nas chwile.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Warto i te przeczytać!

"Malutka czarownica", Otfried Preussler; ilustracje: Danuta Konwicka

Malutka czarownica ma zaledwie 127 lat, na długowieczną wiedźmę to bardzo mało. Jak dziecko lubi się dobrze bawić, czasem się popisuje; marzy o tym, by inne czarownice traktowały ją jak dorosłą, szczególnie zaś chciałaby uczestniczyć w

"Naciśnij mnie", Hervé Tullet

Zaintrygować i wciągnąć maluchy do niekończącej się, autentycznej zabawy nie zawsze jest łatwo, Tullet (jego strona tutaj ) to potrafi. Swój nietypowy, a udany koncept oparł na dobrej znajomości dziecięcej natury- ciekawości świata, prostocie, uśmiechu.

"Domino i Muki. Po drugiej stronie czasu", Zofia Stanecka; ilustracje: Daniel de Latour

Zmartwienie może się jeszcze przemienić w radość, a pech okazać wielkim fartem - bywa, że potrzeba do tego cierpliwości, czasem po prostu zmiany perspektywy. Dwójka młodych warszawiaków (Domino i Muki) przedostaje się do średniowiecznego Gniezna wehikułem czasu;