Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

11 czerwca, 2011

"Tato, zbudujmy domek!", Markus Majaluoma

     Nieprzewidywalność pomysłów dzieci ciekawością zabarwia codzienność niejednego z dorosłych. One przecież rozbijają rutynę, inicjują zabawę, wabią przygody! Pewnego dnia trzy radosne pociechy Pawła Różyczko znów zapewniły je ojcu. Zmęczony pracą dopiero w ogrodzie dostrzegł ogromne zmiany otoczenia, wśród nich górę piętrzących się na trawie domowych sprzętów i mebli. To pomysłowi: Anna Maria, Konstanty i Olaf poważnie potraktowawszy jego propozycję zabawy w budowanie czegoś z domowego nieładu, stworzyli zgrabne wysypisko Bździąg i rozpoczęli na nim radosne poszukiwania skarbów. Do beztroskiej atmosfery tworzenia dołączył sąsiad Rurka, z rozrzewnieniem wspominający zabawę dzieciństwa- budowanie domku na drzewie. Dzięki niemu zrodził się pomysł stworzenia budowli w ogrodzie Różyczków, z entuzjazmem przyjęty zarówno przez dzieci, jak i dorosłych. Starsi przecież też potrzebują zabawy!
     Radosny plac budowy powstał niemal natychmiast; każdy swoją odmiennością zapełnił go swymi pomysłami. W ferworze pracy pomieszała się odpowiedź na pytanie, kto bardziej potrzebuje takiego działania- skore do zabawy dzieci, czy spragnieni jej dorośli. Jest ona  dla treści istotna; wyolbrzymieniem zaangażowania mężczyzn, absurdalnością niektórych ich prac autor, a zarazem ilustrator, śmieje się z nas- dorosłych, jakże często skłonnych do przemądrzałości, wielkich, wzniosłych słów. Dzieci chcą zabawy, wyobraźnia pomaga im w byciu minimalistami, a my? Jakże często potrzebujemy wielkich czynów, fajerwerków, dosłowności?! Nie zawsze mamy czas i ochotę cieszyć się samym w sobie działaniem, chwilą, bo najbardziej liczą się ich namacalne efekty.  Spiesząc się do celu nieczęsto pozwalamy dzieciom wygrać. Musimy się jeszcze wiele od nich nauczyć! Tata Różyczko to rozumie i dlatego jeszcze bardziej kocha swe dzieci, szanuje ich pomysły.
     Kolejne spotkanie z rodziną Różyczków (pierwsza część serii to "Tato, popłyńmy na wyspę!" ) tętni energią, zadziwia pomysłami i bawi humorem. Perypetie sympatycznych postaci rozgrywają się zarówno na poziomie tekstu, jak i obrazu; bez jednych lub drugich treść byłaby niepełna. Proste i ładne słowa w większości zamknięto w dialogach, dynamizują akcję; często i z nich odczytać można dowcip. Bohaterowie pastelowych ilustracji nie są raczej ładni, z pewnością jednak zabawni. Ich rysunki doskonale oddają zarówno charakter, jak i stan, są dopracowane w szczegółach. Podobnie jest z otoczeniem, w którym pracują- wypełniają go detale, które mali czytelnicy lubią wypatrywać, jakże często wywołujące śmiech.
     Wydawnictwo: Bona
Rok wydania: 2011
Format: 210x265 mm
Ilość stron: 40
Cena: około 20 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...