Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

18 czerwca, 2015

"Klementyna lubi kolor czerwony", Krystyna Boglar; ilustracje: Bohdan Butenko

     Niedopowiedzenia obficie karmią wyobraźnię, duet Butenko-Boglar po raz drugi (nasze pierwsze, równie fantastyczne z nim spotkanie to lektura komiksu "Gucio i Cezar") mistrzowsko raczy fantazję przemilczeniami. Dlaczego Klementyna zostawiła małą Jarzynkę w lesie? Gdzie są
rodzice dziewczynki? Czemu tak dziwacznie ją nazwali? Pierwsze pytania zapowiadają lawinę kolejnych. Poznajemy trójkę rodzeństwa: Asię, Marka oraz Pulpeta, którzy dziarsko postanawiają ratować Klementynę i na czas poszukiwań troskliwie zaopiekować się zapłakaną kilkulatką. Kolejne kartki książki przynoszą następnych bohaterów, intensywnie włączających się w poszukiwania.
     Dynamiczna akcja ani na chwilę nie zwalnia tempa, wpada natomiast na coraz bardziej rozgałęzione tory; intryguje i wciąga, często bawi dobrym dowcipem, trudno więc oderwać się od kart. Każdy fakt jest tu istotnym klockiem detektywistycznej układanki, a że zbytecznych elementów w niej brak, wyrazistość łudzi, że zbliżamy się ku rozwiązaniu. Panuje ciemna burzowa noc, coraz więcej osób włącza się w poszukiwania tajemniczej Klementyny, rośnie więc liczba faktów oraz pytań. Wydaje się, że jesteśmy tak blisko, by wiedzieć więcej, nieoczekiwane komplikacje mnożą jednak niedopowiedzenia. Dopasowywanie elementów i luki wiedzy wywołują przyjemny dreszczyk. Wyzwolenie przyjaznych emocji i uczuć potęguje pozytywny ruch wyobraźni. Zakończenie okaże się równie zaskakujące jak uśmiechnięte; szkoda, że tak szybko musiało nadejść.
     Wakacyjna wieś Aniołkowo ma klimat sprzed lat, budowany choćby przez inną niż dzisiaj dziecięcą swobodę, rytuał wieczornego mycia nóg w balii, złośliwe łącza telefoniczne... Brak takich doświadczeń bardziej intryguje niż razi czytelników doby komputerów; niedopowiedzenia w tej sferze warto pochwycić - mogą stać się okazją do rodzinnych wycieczek w przeszłość. Akcja płynie zgrabnie; chłonięciu jej sprzyjają świetnie spisane dialogi oraz dowcip skrzący się w słowach i tytułowej czerwonej kresce.
     Właściwie jeden dzień - tyle czasu obejmuje akcja mistrzowsko poprowadzonej intrygi. Niby krótko, a jednak przemilczenia i kondensacja tego, co istotne, stwarzają przestrzeń do znacznie rozleglejszych dopowiedzeń fantazji. Uzupełniać wyobraźnią trzeba wiele: niezrozumiały komunikat Jarzynki, urwane słowa policyjnych łączy telefonicznych, luki niewiedzy bohaterów, lakoniczne czerwone kreski Butenki... Niewiedza staje się silnym sprzymierzeńcem wyobraźni.
Wydawnictwo: Dwie Siostry
Rok wydania: 2006
Format: 150x185 mm
Ilość stron: 204
Cena: około 21 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...