Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

25 lutego, 2014

"Pospiesz się, Albercie", Gunilla Bergström

      Jak bardzo prawdziwy jest Albert! I jakże nam bliski! Moment wyjścia o konkretnej godzinie rozciąga się z dziećmi często niczym guma. Rodzicielskie podchody funkcjonują tylko do czasu uodpornienia się na nie, rozmarzenie i chęć zabawy zdecydowanie królują. Jest poranek; czterolatek właśnie szykuje się do przedszkolnego wyjścia, drobiąc godzinę na skrawki zamyśleń, absorbujących zabaw, trosk, ubieranie się, jedzenie... Pochyla się nad tym, co dla niego istotne, a niekoniecznie palące w kontekście wyjścia, co intryguje; pospieszne ponaglenia taty zapadają w pustkę, w ich rezultacie niewiele dynamiki czy zaangażowania. Owszem, Albert wie, że trzeba wychodzić, magicznym zwrotem: "Zaraz, tylko jeszcze..." odsuwa jednak na później zadania najpotrzebniejsze. A tato? Konsekwentnie jest rodzicem z innych znanych nam części "Alberta" (choćby "Nieźle to sobie wymyśliłeś, Albercie"); warto przeczytać!
     Konstrukcja książki w wielu warstwach przypomina przeplatankę. Dialog pomiędzy tatą a Albertem ma swój rytm; znakomity, bo wyraźny, powracający jak echo, zakończony dowcipno-filozoficzną puentą. Doskonale wyważona relacja z poranka podobnego wielu rodzinom przeplata głosy mężczyzny i chłopca, podąża za myślami młodszego, nie przeładowuje chwil słowami - jest czysta od zabrudzeń przegadania. Tata jest cierpliwy, konsekwentnie nawołuje, przypomina, Albert - dostrzega przyjemności i ulega ich urokowi; to tropem drugiego z nich. Czuć tu emocje, kontrast obu perspektyw i spokój; nie zostają nachalnie nazwane, tym wnikliwiej podsycą więc fantazję oraz myśli czytających.
     Skromność tekstu uzupełniają kolaże; jest w nich pogoda, dziecięca nieporadność, stoicki spokój rodzica... Czarne cienkie kreski tworzą zarys, czasem czarno-biały (prezentujący mniej obecnego w fabule tatę), innym razem wypełniony kolorem, uzupełniony kolażową wklejką; jak w przestrzeni słów - wszystko zgrabnie wyważone, wyraźne, z lekkim uśmiechem...
     Szwedzkie, animowane przygody Alberta można podpatrzeć tutaj:)
Wydawnictwo: Zakamarki
Tłumaczenie: Katarzyna Skalska
Rok wydania: 2012
Format: 170x235 mm
Ilość stron: 28
Cena: około 22 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...