Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

30 maja, 2013

"Nieźle to sobie wymyśliłeś, Albercie", Gunilla Bergström

     Obietnica zabawy z tatą jest warta cierpliwości; szczęśliwie, czekanie umilają podszepty fantazji, serwującej osobliwe pomysły;) Szczególnie sprzyjają jej przestrzenie niewypełnione po brzegi - pozornie zamieszkuje je nuda. Albert z zapałem wyczekuje taty
nieopodal zanurzonego w gazecie, właściwie może robić co chce, za przyzwoleniem opiekuna korzysta z dobrodziejstw intrygującej skrzynki na narzędzia - konstruuje wynalazek i przeżywa niezwykłe przygody, respektując zakaz korzystania z piły. Tato leniwie podgląda rzeczywistość filtrowaną przez media, chłopca aktywnie absorbuje świat twórczości i marzeń. Samodzielność przyniesie mu nowe umiejętności oraz niepodważalną satysfakcję, chwila odkrywania świata z tatą sprawi szczególną radość.
     Nasze potrzeby i racje nieustannie zderzają się w umiejętności wyważenia wspólnego oraz własnego czasu. Przejrzysta historia Alberta może stać się okazją do rodzinnej refleksji na ich temat oraz wyjaśnień; uważniejsze przyglądanie się sobie, rozmowy sprzyjają lepszym relacjom! Gunilla Bergström nie zatrzymuje się nad emocjami bohaterów, nie objaśnia powodów ich działań, skupiając się na prostym odtwarzaniu zdarzeń. Dowcip portretu ojca serwuje sytuacja, odnajdujący się w niej dorośli poczują się pewnie zawstydzeni - chwile, w których angażujemy się w zabawę z dziećmi należą do znikomych, wyznaczanie granic i konsekwencja bywają pobieżne... Szczęśliwie, choć czasem bolą, momenty samodzielności sprzyjają uśmiechowi oraz kreatywności działań czy marzeń - zakwitną rodzicielskim podziwem. Albert nie tylko skonstruował helikopter, odbył również egzotyczną podróż! Jakkolwiek - tato to doskonały kompan zabaw!
     Narracja jak i słownictwo mają tu prostą melodię, wyzbytą ozdobników i silnych wzruszeń, wywołującą dystans do zdarzeń. Jej spokój ożywia ojcowskie upewnienie "Nie używasz Albercie piły, prawda?"; groteskowo to ono posuwa niewielką akcję do przodu! Ilustracje buduje uśmiechnięta leniwa prostota. Z odcieniami brązu i pomarańczu nieśmiało splatają się róże, błękity i fiolety, kształt im nadają czarne kontury; gdzieniegdzie dołącza się kolaż. Choć zamrażają ruch, tchną statyką pozornie leniwego popołudnia.
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2012
Format: 170x235 mm
Ilość stron: 28
Cena: około 21 zł

2 komentarze:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...