Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

08 lipca, 2013

"Bobo poznaje świat", Markus Osterwalder

     Im dzieci starsze, tym plany rodzinnych wycieczek zataczają śmielsze kręgi. Już nie tylko dom, podwórko, sklep czy plac zabaw znajomo się uśmiechają! Pokochany przez całą(!) naszą rodzinę bohater części pierwszej ("Bobo"), w tomie drugim
nieco urósł - nie zasypia już rytmicznie pod koniec każdego rozdziału, niekoniecznie wszędzie potrzebuje wsparcia rodziców, rzadziej płacze, częściej i odważniej za to doświadcza Nowego. Rodzina koszatek wyjeżdża pociągiem do babci - spotkają tam krewnych, odwiedzą farmę, popluskają się w basenie... Harmonię wydarzeń ożywi nowy, czasem delikatnie splątany rytm: zamknięte drzwi, zgubienie taty, przystanek w podróży... Ciepło i poczucie bezpieczeństwa zachęcą Bobo do charakterystycznego dzieciom pochylenia się nad detalami codzienności, delektowania się chwilą, złagodzą strach doświadczania małych zaskoczeń.
     Wiele tu pogodnego spokoju i ujmującego bezczasu; aura urokliwej prostoty unosi się nad pakowaniem własnej walizki, podglądaniem gąsienicy, głaskaniem cielaczka... Zwyczaje rodziny komiksowych koszatek utkane są z ludzkich - poza wyglądem nie przypominają one zwierząt.W porównaniu do części pierwszej druga jest gęstsza od zdarzeń, osób oraz samodzielności, nie doświadczymy tu jednak nadmiaru bodźców - maleńkie inicjacje skrojone są na miarę dwulatków: powoli i łagodnie otwierają na coraz większy świat. Uśmiecha się do nich nasz mały czytelnik, jak Bobo zakochany w dmuchawcach, poziomkach, kociętach, w rzeczywistości bohatera-równolatka odnajdujący własne upodobania i doświadczenia. Czuć klimat powoli gasnącej epoki, za którą chyba wielu w jakiejś mierze tęskni - niespiesznej, beztrosko uśmiechniętej, pełnej delikatnych uczuć.
     Zarówno tekst, jak i obrazy pęcznieją dosłownością - przejrzysta fabularna sytuacja jest potrzebna najmłodszym. Na każdej z cienkich kartek dostrzeżemy cztery, ewentualnie trzy ilustracje, opatrzone powściągliwością kilku słów. Czasem to dialogi, innym razem wyciszona relacja, zwykle pozostawiające przestrzeń aktorskiej zabawie. Klatki komiksowych zdarzeń rytmizują niespieszną opowieść, pozwalając na dłuższe zatrzymanie się przy każdej.
     Kreskę Markusa Osterwaldera pokochaliśmy w części pierwszej; tom drugi odbiera jej subtelność, wzmacnia kontury i kolory. Jest gęściej od detali, mniej niewinnie a jednak swojsko - patrzenie rośnie wraz z Bobo. Nasz mały czytelnik też jest starszy - podsuwa nam do wspólnej lektury nowego "Bobo"; z sympatią przyglądamy się jego otoczeniu!
Wydawnictwo: Hokus-Pokus
Tłumaczenie: Maria Borzęcka
Rok wydania: 2013
Format: 120x190 mm
Ilość stron: 128
Cena: około 17 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...