Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

07 listopada, 2012

"Przygody Emila ze Smalandii", Astrid Lindgren; ilustracje: Björn Berg

     Granica miedzy figlowaniem a sprawianiem komuś przykrości jest krucha - jednych zdarzenia zabolą, innych oburzą czy rozśmieszą. Empatią nasiąka się poprzez zdobywanie doświadczeń; upiększa międzyludzkie relacje, wysubtelnia, pokojowo wyciąga dłoń. Pomaga w przyjaznym
spotkaniu mijających się czasem racji dorosłych i dzieci - starszym przypomina ich omszałą ochotę do psot, młodszym uświadamia, czym jest pełnoletnia odpowiedzialność. Do pokory i racjonalnego studzenia własnych zapędów Emil dopiero dojrzewał, kipiąc głośną radością smakowania życia garściami. W tej brawurowej inicjacji sypał bezmiarem pomysłowych iskier, zaskakiwał odruchami spontaniczności, zadziwiał niezłomną pewnością siebie. Wygląd aniołka zaprzeczał codziennym wpisom z niebieskich zeszytów - mama sumiennie relacjonowała w nich psoty chłopca, wbrew faktom wierząc w mniej burzliwą przyszłość syna. Nie potrafił próżnować! Szukał nowych wrażeń i wyzwań, beztroskimi, czasem niebezpiecznymi poczynaniami wywołując głośną lawinę sympatycznych komplikacji - zabawnych dla czytelników, przysparzających bliskim nie zawsze chcianych przez nich wrażeń, zaspokajających potrzeby młodego eksperymentatora. Z wielobarwnej mozaiki przygód wyłania się niespokojny duch chłopca błyskotliwego, zaradnego, hardego, wszędobylskiego; swoją obecnością przegania nudę, zaprasza na ucztę szczerego śmiechu - nie sposób nie reagować na jego wybryki psotnym chichotem sympatii!
     Żartobliwy ton opowieści autorki "Dzieci z Bullerbyn" pozwala nabrać dystansu do aktualnych i dziś problemów oraz postaw poruszanych w książce (nędza, skąpstwo, egoizm...); dzieci łatwo uczą się prawideł życia z takich historii. Niepostrzeżenie udzielają im się: bezgraniczna radość oraz pewność siebie, ośmielające do odważnej samodzielności, bycia sobą. Napięty wydarzeniami tekst udowadnia, że w każdym małym człowieku tkwi ciekawość świata; nieposkramianie jej, ofiarowanie dziecku przestrzeni i powietrza do twórczego rozwoju owocuje niebanalnymi pomysłami, odwagą działania, wyostrzaniem wrażliwości, bystrością... Niemal każdy z rozdziałów przeplata stwierdzenie, iż z małego łobuza wyrósł przewodniczący rady gminnej, zapowiedź przyszłości odbijają przygody: gdy wnikliwiej się przyjrzeć, Emil okazuje się często rozsądniejszy niż dorośli sądzą - to właśnie jego nieracjonalny kompas impulsu dokonuje rzeczy ważnych. Wśród niewinnych figli i dotkliwych psikusów kilkuletni chłopiec rozumie zwierzęta, robi doskonałe interesy, wrażliwie zaspokaja potrzeby nędzarzy... Gdy czegoś chce, nie dostrzega przeciwności - śmiało realizuje marzenia i pragnienia, jest w tym szczery, wytrwały, nieskrępowany konwenansami. Dowcipny portret perypetii Emila w rzeczywistości demaskuje negatywne postawy dorosłych, którzy wiele mogliby się nauczyć od energicznego chłopca.
     Przygoda goni tu kolejne prześmieszne wydarzenia, a że Lindgren jest rewelacyjnym opowiadaczem, tekst czyta się z zachłanną ciekawością. Pełna rumieńców akcja często nagle przybiera nieoczekiwane kierunki, jest dynamiczna i barwna. Jej tętent generuje doskonałą energię; skrzy się nie tylko dowcipem, ale i szczyptą absurdu - przynosi czytelnikom ożywcze odprężenie. Miłą ciekawostką okazać się dla nich może wyłapywanie rozmaitych smaczków, dotyczących natury obyczajowej dawnej Szwecji.
      Björn Berg zilustrował tekst tak, by zawadiacka radość Emila była rozpoznawalna. Jego prace, posługując się deformacją karykatury, silnie przekazują całą gamę emocji, zabawnie komentują tekst. Kreślą je jedynie czarne kreski, swoim niedopowiedzeniem pozostawiając swobodę wyobraźni. Dopiero gdy się przyjrzymy dokładnie, mamy szansę odkryć nawet i te drobniejsze, zawoalowane szczegóły. Są wyraziste oraz ekspresywne, dowcipem uwypuklają absurd zdarzeń.
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2005-2012 (kilka wznowień)
Format: 165x215 mm
Ilość stron: 264
Cena: około 41 zł

4 komentarze:

  1. Nie przepadam za Emilem (i nie umiem tego uczucia uzasadnić), uwielbiam Lottę i Pippi...ale do wszystkich książek Lindgren mam sentyment i chętnie wracam do tych opowieści, przybliżając je córkom:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej książki w niezwykły - prosty, a zarazem wyrazisty - sposób odbijają dzieciństwo! Nasz starszak na tyle pokochał Emila, iż uważa go za brata, kogoś więcej niż papierowego kompana do psot; to się udzieeela;)) Oglądałaś film?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dawno temu, a pamięć płata figle. Musiałabym wrócić do tego obrazu, by na nowo go ocenić. Starsza córka lubi Emila i podejrzewam, że film przypadłby jej do gustu:)

      Usuń
  3. Nie przepadam, za różnego rodzaju łańcuszkami, ale - czego się nie robi dla idei ;)

    Zatem - NOMINUJĘ!
    http://czytajki.blogspot.com/2012/11/liebster-blog-czyli-promujemy-dziecieca.html

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...