Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

24 listopada, 2014

"Moja mama Gorylica", Frida Nilsson; ilustracje: Lotta Geffenblad

     Zdrowiej jest stwierdzać fakty niż wysnuwać pochopne opinie. Mieszkająca w domu dziecka Jonna marzy o pachnącej pięknej mamie, ku własnemu przerażeniu zostaje jednak adoptowana przez niezgrabną owłosioną Gorylicę. Wszystko jest w niej odpychające: pokraczna
sylwetka, niechlujstwo, grubo ciosane nawyki, sposób zarobkowania, zgoda na odrażające warunki życia... Zderzenie marzeń z rzeczywistością jest tak ogromne, iż powrót do znienawidzonego sierocińca, zwanego Czystym Kątem, jawi się jako raj. Gorylica ją pilnuje, ucieczka więc się nie udaje, szczęśliwie czas weryfikuje pierwsze osądy. Dobrze, bo to, co zakwitnie między dwoma okaleczonymi przez los mieszkankami złomowiska jest ważkie i piękne.
     Niełatwa jest droga do świadomej, głębokiej miłości pomiędzy Jonną a Gorylicą. Paniczny strach, upokorzenie, odraza, wstyd... Z początku właśnie one krzyczą, z czasem jednak cichną, bo coraz wyraźniej zaczynają się mienić inne cechy niezgrabnej olbrzymki - wrażliwość, spryt, poczucie humoru, wsłuchanie w Jonnę, miłość do mądrych książek... Pozorna szorstkość niknie. Znajdują wspólny język; często nie potrzebują słów, by się zrozumieć. Dziewczynce przybywa kołtunów i plam, jej szczoteczka do zębów zarasta pajęczyną, jednak rozkwita w niej szczery wewnętrzny uśmiech - znalazła Mamę i Dom:))
     Powaga poruszonych przez Fridę Nilsson tematów mogłaby przygnieść. W pierwszoosobowej narracji dziewczynki mnóstwo gorzkiej prawdy, wnikliwości i wrażliwości, nie przytłaczają jednak ani smutkiem, ani ważkością. Dynamika zdarzeń, humor, przejaskrawienia, metaforyka budują autentyczną przyjemność chłonięcia tego, co na kartach i między słowami. Sedno każdego rozdziału książki uwypukla ilustracja Lotty Geffenblad. Są czarno-białe, dosłowne, dynamiczne.
     Byliśmy bardzo blisko bohaterek; na tyle niedaleko, że rozstanie zbyt szybko nas zaskoczyło. Świetny język, znakomicie prowadzona dramaturgia zdarzeń, zwroty akcji, mimo dramatyzmu szczęśliwe zakończenie... Snujemy przypuszczenia na temat tego, czego nie pomieściła książka. Nie wszystko jest takie jak się wydaje - dom na złomowisku w starej opuszczonej fabryce to Dom prawdziwy, sierociniec Czysty Kąt tylko z pozoru jawi się jako zadbany i nieskazitelny. Potrzeba cierpliwości i uważnego patrzenia, by nie tylko w każdym z nich, ale i we wszystkim, czego doświadczamy dostrzec to, czym są naprawdę.
Wydawnictwo: Zakamarki
Tłumaczenie: Agnieszka Stróżyk
Rok wydania: 2014
Format: 150x205 mm
Ilość stron: 164
Cena: około 25 zł

2 komentarze:

  1. Jesteśmy po lekturze.
    Jesteśmy zauroczone!
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. My też;) Zauroczeni i poruszeni; cieszę się, że nadal tak piękne książki powstają:))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...