Przejdź do głównej zawartości

"Moja mama Gorylica", Frida Nilsson; ilustracje: Lotta Geffenblad

     Zdrowiej jest stwierdzać fakty niż wysnuwać pochopne opinie. Mieszkająca w domu dziecka Jonna marzy o pachnącej pięknej mamie, ku własnemu przerażeniu zostaje jednak adoptowana przez niezgrabną owłosioną Gorylicę. Wszystko jest w niej odpychające: pokraczna
sylwetka, niechlujstwo, grubo ciosane nawyki, sposób zarobkowania, zgoda na odrażające warunki życia... Zderzenie marzeń z rzeczywistością jest tak ogromne, iż powrót do znienawidzonego sierocińca, zwanego Czystym Kątem, jawi się jako raj. Gorylica ją pilnuje, ucieczka więc się nie udaje, szczęśliwie czas weryfikuje pierwsze osądy. Dobrze, bo to, co zakwitnie między dwoma okaleczonymi przez los mieszkankami złomowiska jest ważkie i piękne.
     Niełatwa jest droga do świadomej, głębokiej miłości pomiędzy Jonną a Gorylicą. Paniczny strach, upokorzenie, odraza, wstyd... Z początku właśnie one krzyczą, z czasem jednak cichną, bo coraz wyraźniej zaczynają się mienić inne cechy niezgrabnej olbrzymki - wrażliwość, spryt, poczucie humoru, wsłuchanie w Jonnę, miłość do mądrych książek... Pozorna szorstkość niknie. Znajdują wspólny język; często nie potrzebują słów, by się zrozumieć. Dziewczynce przybywa kołtunów i plam, jej szczoteczka do zębów zarasta pajęczyną, jednak rozkwita w niej szczery wewnętrzny uśmiech - znalazła Mamę i Dom:))
     Powaga poruszonych przez Fridę Nilsson tematów mogłaby przygnieść. W pierwszoosobowej narracji dziewczynki mnóstwo gorzkiej prawdy, wnikliwości i wrażliwości, nie przytłaczają jednak ani smutkiem, ani ważkością. Dynamika zdarzeń, humor, przejaskrawienia, metaforyka budują autentyczną przyjemność chłonięcia tego, co na kartach i między słowami. Sedno każdego rozdziału książki uwypukla ilustracja Lotty Geffenblad. Są czarno-białe, dosłowne, dynamiczne.
     Byliśmy bardzo blisko bohaterek; na tyle niedaleko, że rozstanie zbyt szybko nas zaskoczyło. Świetny język, znakomicie prowadzona dramaturgia zdarzeń, zwroty akcji, mimo dramatyzmu szczęśliwe zakończenie... Snujemy przypuszczenia na temat tego, czego nie pomieściła książka. Nie wszystko jest takie jak się wydaje - dom na złomowisku w starej opuszczonej fabryce to Dom prawdziwy, sierociniec Czysty Kąt tylko z pozoru jawi się jako zadbany i nieskazitelny. Potrzeba cierpliwości i uważnego patrzenia, by nie tylko w każdym z nich, ale i we wszystkim, czego doświadczamy dostrzec to, czym są naprawdę.
Wydawnictwo: Zakamarki
Tłumaczenie: Agnieszka Stróżyk
Rok wydania: 2014
Format: 150x205 mm
Ilość stron: 164
Cena: około 25 zł

Komentarze

  1. Jesteśmy po lekturze.
    Jesteśmy zauroczone!
    :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. My też;) Zauroczeni i poruszeni; cieszę się, że nadal tak piękne książki powstają:))

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Warto i te przeczytać!

"Malutka czarownica", Otfried Preussler; ilustracje: Danuta Konwicka

Malutka czarownica ma zaledwie 127 lat, na długowieczną wiedźmę to bardzo mało. Jak dziecko lubi się dobrze bawić, czasem się popisuje; marzy o tym, by inne czarownice traktowały ją jak dorosłą, szczególnie zaś chciałaby uczestniczyć w

"Naciśnij mnie", Hervé Tullet

Zaintrygować i wciągnąć maluchy do niekończącej się, autentycznej zabawy nie zawsze jest łatwo, Tullet (jego strona tutaj ) to potrafi. Swój nietypowy, a udany koncept oparł na dobrej znajomości dziecięcej natury- ciekawości świata, prostocie, uśmiechu.

"Domino i Muki. Po drugiej stronie czasu", Zofia Stanecka; ilustracje: Daniel de Latour

Zmartwienie może się jeszcze przemienić w radość, a pech okazać wielkim fartem - bywa, że potrzeba do tego cierpliwości, czasem po prostu zmiany perspektywy. Dwójka młodych warszawiaków (Domino i Muki) przedostaje się do średniowiecznego Gniezna wehikułem czasu;