Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

08 kwietnia, 2013

"Pan Jaromir na tropie klejnotów", Heinz Janisch; ilustracje: Ute Krause

     Porządkując chaos, logika wnosi do działań przejrzystość, odsłania to, co w amoku umyka. Gdyby dołączyć do niej spostrzegawczość, kojarzenie i analizę faktów, można by się poszczycić umiejętnościami aktualnymi zawsze. Warto pokusić się o ćwiczenie ich - niejeden raz okażą się
pomocne; bezkrwawa zagadka, rozplątywana przez lorda Hubera i jego współpracownika (jamnika!), przyjemnie gimnastykuje je. Jak bywa często w opowieściach detektywistycznych, osobliwy duet poszukuje klejnotów - mimo zamkniętych drzwi sprawca wykradł je z sejfu! Cień podejrzenia zarysowuje się już na początku; by nieco zmącić poszlaki i nie dać się zwieść pozorom, czujni detektywi przyglądają się kilku gościom hotelu. Tropienie zmyślnego złodzieja nie wymaga od nich magicznych przedmiotów; gdyby nie laska z wbudowanym aparatem fotograficznym i mikrofonem, szanse czytelników na zdemaskowanie byłyby podobne.
     Wraz z rozwojem fabuły, każde z opisanych, czasem nawet znikomych wydarzeń okazuje się ważne dla śledztwa, wnikliwość jest tutaj w cenie. Rozsypane poszlaki dopiero na końcu lepią się w całość - misterną, imponującą, niemal bezbłędnie uknutą. Detektywi rozmawiają ze sobą zdawkowo, powściągliwością i elegancją kontaktów tworząc wytworny dystans. Rzucają światło na kolejne tropy, są jednak dyskretni, nie odsłaniają wszystkiego, co wiedzą - niełatwo odnaleźć związek pomiędzy kolejnymi dowodami. Szybko wyciągają wnioski, dopinguje to czytelników do równie wnikliwej obserwacji, snucia przypuszczeń, wiązania faktów.  Śledztwo jednoczy - rosnące zadziwienie współpracownikiem owocuje zrozumieniem, spaja ich, czyni coraz bardziej zgraną parą. Dwóch to nie jeden!
     Angielska powściągliwość odbija się również w języku Heinza Janischa (jego strona tutaj) - jasnym, precyzyjnym, nierozgadanym. Mimo gorączkowej sytuacji łatwo wyczuć w nim spokój bliski detektywom. Krótkie rozdziały pomagają uniknąć napięcia, ułatwiają skupienie; czyta się je lekko i szybko. Angielskie zwroty, wtrącane przez Pana Jaromira są miłą dla ucha powtórką z języka obcego (tłumaczą je przypisy). Liczne ilustracje Ute Krause (jej kreskę można podpatrzeć tutaj) mają w sobie subtelny humor, stymulujące wyobraźnię niedopowiedzenie kolorem (pociągnięcia czarnej kreski wypełniają niebieskie odcienie) oraz powściągliwość.
Wydawnictwo: Bona
Rok wydania: 2013
Format: 125x205 mm
Ilość stron: 96
Cena: około 20 zł

1 komentarz:

  1. Witam.Książka jest z rodzaju tych,które czyta się za jednym posiedzeniem.Polecam ją .Mój 12 letni syn w ten właśnie sposób zrobił....Polecam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...