Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

19 listopada, 2012

"Mysi domek", Karina Schaapman

     Zderzenia z prostą codziennością ośmielają do samodzielności - uśmiechniętej, przynoszącej satysfakcję, odkrywczej. Zakwitają nią łagodne spotkania dwóch myszek: rezolutnej Julii oraz nieśmiałego Sama. Codzienne rytuały i święta wypełniają ich wspólne dni niewielkimi przygodami,
prowokują do zaradności, spajają przyjaźń. Mieszkają w Mysim Domku - dużym, pełnym pomieszczeń, lokatorów oraz zakamarków; jest dla nich miejscem zabaw, pierwszych zadań (pranie, pomoc przy przewijaniu niemowląt, segregowanie śmieci...) i odkryć, to w nim spotykają bliższych oraz dalszych członków rodziny, wyruszają dalej (do cukierni, na targ, do mydlarni)... Współtowarzyszy mysiej codzienności.
     Fotograficzna opowieść o nim to niezwykły patchwork traktujący o życiu miejsca, niosący informacje o zwyczajach i upodobaniach mieszkańców, oryginalnością oraz dbałością o szczegół zapadający w pamięć. Autorka - Karina Schaapman - budowała go z niepotrzebnych, wyrzucanych materiałów (arkana Mysiej Rezydencji podglądnąć można na jej blogu), zasiedlając labirynt piętrowych pomieszczeń szarymi mieszkańcami, misternie konstruując otaczające ich nieco staromodne przedmioty. Meandry urokliwych detali przykuwają uwagę znacznie dłużej niż tekst - spacer po nich jest sugestywny, mocno osadza opowieść w realnym świecie, daje wrażenie wkradania się w najgłębsze zakamarki podobnych ludzkim mieszkań. Imponują kunsztem i pracowitością w oddaniu niuansów, uwodzą pieczołowitością, zachęcają do powrotów do książki - bystre oko zawsze znajdzie jakiś element, który wcześniej umknął. Roi się w nich nie tylko od mebli, ale i użytkowych świadków codzienności - rozgrywanej partii szachów, pozostawionych zabawek, zgromadzonych zapasów... Delektując się ich precyzyjną wielością można snuć własne historie, kuszą też do twórczej zabawy z przedmiotami: stworzenia własnych kartonowych przestrzeni: satysfakcja gwarantowana, wszak najbardziej cenimy to, co zdobyliśmy w trudzie;)
     Autor całostronicowych zdjęć - Ton Bouwer (jego prace tutaj) - kadruje przestrzeń w różnoraki sposób; czasem interesuje go uchwycenie wielu lokali (kilka pięter), innym razem wyłapuje chwilę, detal (naleśnik na głowie początkującego kucharza Sama), pokazuje jedno z pomieszczeń, odsłaniając skrawek sąsiadującego... Jesteśmy w ten sposób świadkami mysiej egzystencji, penetrujemy też tajemnicze zakamarki ich budynku, nasiąkamy atmosferą miejsc. Wszystkie żyją, o czym urokliwie informują nie tylko szydełkowe postaci, ale i okruchy codzienności, kolory, światła. To zaczarowana, inspirująca przygoda.
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2012
Format: 260x302 mm
Ilość stron: 60
Cena: około 32 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...