Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

28 września, 2012

"Tsatsiki i Mamuśka", Moni Nilsson; ilustracje: Pija Lindenbaum

     Macierzyństwo to trudne, lecz pięęękne wyzwanie, tytułowa Mamuśka chce mu sprostać najlepiej jak potrafi. Jest nie tylko znakomitym zwariowanym kompanem do zabaw - dzięki niej Tsatsiki twierdzi, iż wszystkie problemy można pokonać; czerpie z niej wsparcie i pomoc, czuje się kochany,
doceniany. Opiekuje się nim samotnie, każdego dnia udowadniając, że syn jest dla niej najważniejszy, nie trzyma go jednak egoistycznie na smyczy. Wie, że wychowuje go dla świata, nie dla siebie, traktuje poważnie, troszczy się o uczucia, buduje w nim poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa, otwartość. W jego ustach "Mamuśka" brzmi czule oraz radośnie, łączą ich bowiem więzy oparte na szacunku i miłości.
     Tsatsiki zaczął właśnie naukę w szkole, lecz choć się jej obawiał, w nieznanym świecie odnajduje pozytywne emocje i uczucia. Inicjacja w dorosłość to nie tylko nauka samodzielności czy nowe dylematy, to również kipiąca życiem przestrzeń - doświadczenie agresji, pierwsza miłość, fascynacja, wstyd... Jak na syna rewolucjonistki przystało - z każdej przygody wychodzi dojrzalszy, dając dowód zaradnej kreatywności, odwagi, ale i spontaniczności. Jest bardzo prawdziwy: nie kryje się ze swymi emocjami, od których często kipi, czasem się potyka, marzy...
    Oboje to zdecydowanie silne, wyraziste osobowości; takich ludzi się nie zapomina - są indywidualnościami, często w sposób rozumny naruszającymi granice wyznaczone tradycją. Od początku książki wzbudzają sympatię, zarażając optymizmem i pasją do wszystkiego, czego doświadczają. Tekst natychmiast porywa, a jego czarnoksięskimi składnikami są: dynamiczna akcja, lekki styl, udane koncepty, bezpretensjonalność oraz niezrównane poczucie humoru. Choć problemy i emocje, o których traktuje są poważne, lektura aż huczy szczerymi salwami śmiechu (zarówno dziecięcymi, jak i dorosłymi!). Moni Nilsson (jej strona tutaj) w żartobliwy sposób ukazuje ludzkie przywary, z humorem obłaskawia lęk przed nieznanym, groteskowo ukazuje zdarzenia, generuje doskonałą energię - czysta radość czytania gwarantowana! A że umiejętnie okrasza nią wiele wartości i mądrych prawd? Kluczem radosnych rumieńców ma szansę otworzyć nieznaną przestrzeń przed niejednym z dorastających dzieciaków.
     Ilustracje do książki wykonała Pija Lindenbaum. Odcieniami szarości wydobywa kwintesencję każdego z rozdziałów; robi to oszczędnie, dynamicznie, często z humorem.
Wydawnictwo: Zakamarki
Rok wydania: 2009
Format: 155x205 mm
Ilość stron: 156
Cena: około 21 zł

2 komentarze:

  1. Muszę w końcu bliżej poznać Tsatsikiego:)

    OdpowiedzUsuń
  2. I Mamuśkę! To będzie dłuuuga znajomość;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...