Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...

Gdybym mogła od nowa wychować dziecko...
...malowałabym palcem częściej, niż nim wskazywała.
Mniej bym poprawiała, więcej przytulała.
Zamiast patrzeć na czas, dawałabym sobie czas, by patrzeć.
Mniej bym dbała o to, by wszystko wiedzieć; wiedziałabym raczej, jak lepiej dbać.
Częściej bym się z nim wspinała na drzewa i puszczała latawce.
Przestałabym bawić się w powagę, a poważniej bym się bawiła.
Przebiegałabym z nim więcej łąk i częściej przyglądałabym się gwiazdom.
Rzadziej bym szarpała, a częściej przytulała.
Rzadziej byłabym nieugięta, a częściej wspierała.
Najpierw budowałabym poczucie własnej wartości, potem dom.
Uczyłabym go mniej o miłości do siły, a więcej o sile miłości.
Diane Loomans

22 stycznia, 2012

"Zwierzyniec państwa Sztenglów", Vera Ferra-Mikura; ilustracje: Jerzy Flisak



     Każdy, kto choć we fragmencie życia doświadczył, czym jest opieka nad zwierzęciem wie, że w tym zadaniu nie najistotniejszy jest fakt posiadania, ale mądrość. Wspólny czas rodzi więź. Zwierzyniec państwa Sztenglów otworzył mały cyrkowy słoń; jak on, kolejne zwierzęta
(wąż, kogut, hipopotam, koty...) trafiały do rodziny jako niespodziewane prezenty. Mimo chęci pogodna czwórka nie potrafiła ich zwrócić darczyńcom, zamieniając w ten sposób przytulny dom i spokojne życie w pasmo komplikujących się niespodzianek. Nie tworzyły go beztroskie zabawy, ale walka o przetrwanie w nowym, pozornie tolerancyjnym miejscu, z niezbyt zasobnym portfelem, z "życzliwymi" ludźmi. Sztenglowie o swój zwierzyniec się starają, oswajając piętrzące się trudności, nie mają jednak czasu na radosne zabawy z pupilami czy wnikliwa troskę. Rzeczywistość uświadamia im, że od doskonałości wiele ich dzieli, dlatego z ulgą oddają zwierzaki w przyjaźniejsze dla nich miejsce. Jedna maleńka myszka okazuje się futrzakiem na ich miarę!
     "Zwierzyniec państwa Sztenglów" to dowcipny portret tych, którzy chcą mieć zwierzęta, nie posiadając odpowiednich warunków, czy pieniężnych zasobów. Odwzorowywaną rzeczywistość w lekturze doprawiają: groteska, absurd oraz specyficzne poczucie humoru; dzięki nim sylwetka wytrwałych opiekunów jest wyrazista, mniej banalna. Niecodzienne sytuacje intrygują; skutek posiadania zbyt wielu zwierząt jest przedstawiony w sposób uproszczony - bez wnikania choćby w dramatyzm chwil, z dziecięcą logiką. Niezbyt długie rozdziały obfitują w dynamikę oraz skrótowość- wiele w nich przygód zamkniętych w dialogach, a znikoma ilość opisów; zmieniają się przestrzenie. W sposób czytelny, z zarazem zabawny pod płaszczykiem wartkiej akcji drzemie poważne wyzwanie, jakim jest odpowiedzialność za rozważne udomowienie zwierząt. Nie sili się ono na moralizatorstwo; czasem bawi, innym razem przestrasza, czy inspiruje.
     Czarno-białe ilustracje Jerzego Flisaka są lekkie, dosłowne i niedopowiedziane, dlatego z łatwością stymulują wyobraźnię. Ich sąsiedztwo dodało tekstowi uśmiech. Prace mistrza satyry można podpatrzeć choćby tutaj.
*      *     *
Fragment:
"- Królik biega po mieszkaniu i obgryza meble - odpowiedziała Ania prostodusznie.- Koguta, którego nam pan podarował, również chcemy hodować. Będzie nam zastępował budzik.
     Mleczarz pogładził się w zamyśleniu po bródce i powiedział:
- Wam można dawać w prezencie tylko ser z kminkiem!"

Wydawnictwo: Dwie Siostry
Rok wydania: 2011
Format: 190x155 cm
Ilość stron: 184
Cena: około 26 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...